Czy masz swoją historię w głowie?
Pomysł to nie historia. O pisaniu książki i pierwszym błędzie, który popełniają początkujący
Zwykle, kiedy podczas kursu pisania pracuję z uczestnikami nad ich projektami, bardzo szybko dochodzimy do momentu, w którym coś zaczyna się rozjeżdżać. Pada zdanie: „mam historię”, po czym okazuje się, że historia jeszcze nie istnieje. Jest tylko jej zapowiedź, potencjał, pewien nastrój, który domaga się rozwinięcia, ale nie opowieść.
To zresztą jeden z najbardziej podstawowych problemów, z jakimi mierzy się każdy, kto próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, jak napisać książkę.
Słyszę na przykład: „to będzie historia o mężczyźnie, który po wojnie wraca do swojego miasteczka”. Brzmi dobrze. Ma w sobie ciężar, obraz, nawet pewną obietnicę dramaturgii. Ale jeśli się na chwilę zatrzymać, widać wyraźnie, że to dopiero początek, nie historia. W tym zdaniu nie ma jeszcze zdarzenia, które naprawdę domaga się opowiedzenia. Nie ma konfliktu, nie ma zmiany, nie ma ruchu.
Historia zaczyna się dopiero wtedy, gdy coś się wydarza.
Kiedy ten sam mężczyzna wraca i spotyka syna, który nie chce go znać, bo wojna była dla ojca wygodną wymówką, żeby zniknąć z życia rodziny. Czujecie?
Nagle pojawia się napięcie.
Kiedy obaj ojciec i syn trafiają do tej samej pracy, a potem dochodzi do pożaru, z którego syn ratuje ojca, mamy już nie tylko sytuację, ale relację i możliwość przemiany. I dopiero wtedy zaczyna się właściwe pisanie, to, co na kursach creative writing nazywam budowaniem historii.
Pomysł jest potrzebny, ale nie wystarcza. Jest raczej czymś w rodzaju ziarna niż gotowej konstrukcji. W nauce pisania to rozróżnienie okazuje się kluczowe, bo wielu autorów zatrzymuje się właśnie na tym pierwszym etapie, przekonanych, że skoro widzą początek, to całość już istnieje.
Jednym z najprostszych i jednocześnie najbardziej wymagających narzędzi, jakie można tu zastosować, jest streszczenie. Streszczenie to oczywiście nie blurb czyli rekomendacja, która czytacie na tylnej stronie okładki, ale zwykłe, robocze streszczenie fabuły, od pierwszego do ostatniego zdania. To ćwiczenie, które pojawia się na moich warsztatach pisarskich, bo bardzo szybko pokazuje, czy rzeczywiście mamy do czynienia z historią, czy tylko z jej przeczuciem.
Często okazuje się wtedy, że środek się rozpada, zakończenie nie istnieje, a to, co wydawało się oczywiste, wymaga dopiero odkrycia. I to jest dobry moment, bo właśnie tutaj zaczyna się świadome pisanie książki jako procesu, a nie jednorazowego aktu inspiracji.
I teraz uwaga, będzie ważne.
Równie ważne jest inne pytanie, które w pewnym momencie musi paść: o czym ta historia jest naprawdę? Bo opowieść o powrocie do miasteczka może być w gruncie rzeczy historią o winie, odpowiedzialności, o relacji ojca i syna albo o próbie uporania się z własną przeszłością. I dopiero kiedy to się wyłania, zaczyna być jasne, dlaczego ta historia w ogóle powinna zostać opowiedziana.
[Ilustracja: nie pytajcie, próbowałem na kursie wyjaśnić klasyczną, cambellowską trójczęściową formę każdej opowieści, w którą nie wierzę, choć bywa pomocna] Fot: Aneta Cybula
O mnie
Nazywam się Mateusz Marczewski, jestem pisarzem, swoje książki wydaję w Wydawnictwie Czarne, uczę pisania i piszę o pisaniu.
Newsletter
Newsletter dla piszących o pisaniu. Raz w miesiącu fragmenty tekstów o pisaniu i info o zbliżających się terminach warsztatów. Piszesz się?
Tagi
creativewriting kultura nauka pisania obserwacja podręczniki reportaż wydawnictwoczarne