Zobaczyc_cos_czego_nie_maa
Newsletter
Zobaczyć coś, czego nie ma.
Serdecznie pozdrowienia ze Stankowic zasyła Mateusz z psem Wiosną. Wykorzystuję moment, żeby do Was napisać, bo grupa, z którą przyjechałem na warsztat siedzi w dużej sali, przy stole i pisze właśnie ćwiczenie otwierające. Dziś wzięliśmy temat: „Człowiek, który się wzniósł”.
Ale jednocześnie, mam czas na spacery wokół domu i na myślenie o momencie poprzedzającym pisanie. Dzisiaj zajmę się tym tematem.
Oczywiście, opowieść o rozpoczęciu pisania to opowieść o pustej kartce. Ale również jest to opowieść o tym momencie, w którym już piszemy, ale wciąż mamy poczucie, że coś „nie trybi”. Niby piszemy, ale to pisanie jest dość powierzchowne, niezazębione. Nie ma w nim mocy.
Jak uniknąć tego trudnego stanu? W jaki sposób wejść od razu w moc, w historię?
Zawsze w swoim pisaniu działam na oślep, ale jednocześnie opracowałem sobie swój własny plan –pomagam sobie prostym zabiegiem. Polega on na tym, że zanim zacznę pisać, opracowuję w wyobraźni, na kartkach, w notatkach pewien zarys tego co chcę powiedzieć.
Oczywiście, jest to kolosalnie trudne. Usiąść do pisania nie jest łatwo, ale skupić się na tym, co jeszcze nie zostało napisane jest o wiele trudniej. Trzeba się chwytać myśli, zatrzymywać myśl. Trzeba wzmocnić uwagę: jeśli przyjdzie jakaś scena i nagle objawi się w swojej przestrzenności, warto ją zachować, zapisać w zeszycie, zanotować.
Czasem wykorzystuję taki moment, żeby zadać sobie pytanie w jaki sposób chcę to coś napisać. Pytam siebie nie tylko o to: „co się wydarzy” w pisanym przeze mnie fragmencie, ale: „jak to będzie opowiedziane?”. W jakiej formule? Z jakiego dystansu? Jak ruchem „kamery” będę prowadzić narrację?
Weźmy prosty przykład. Bohater przyjeżdża do domu, w którym nie był od 20 lat. Możemy to opowiedzieć bardzo zewnętrznie: podjazd samochodem. Skrzypiąca brama. Zapach mokrej ziemi. Może sąsiad, którego spotyka – i którego też nie widział od lat. Ale możemy też zrobić coś zupełnie odwrotnego. Wycofać się z opisu sytuacyjnego i wejść w chłodniejszą, bardziej zdystansowaną narrację. Bohater stoi w progu i właściwie nic nie opisujemy – tylko jego myśli. Co to znaczy wrócić do domu? Co to znaczy nie być w miejscu, w którym się dorastało, przez 20 lat? Co to znaczy wejść do domu, który pamięta cię młodszego?
O czym tak naprawdę chcę powiedzieć – jakie w tym miejscu tekstu chcę uruchomić rozumienia, jakie aury, jaką sferę chcę obudzić u osób czytających?
Kiedy wybieramy sposób opowiadania, na swój sposób definiujemy nasz kierunek patrzenia. A co za tym idzie – wybieramy też kierunek pokazywania. Wskazujemy osobie czytającej w którą stronę ma patrzeć.
Dobrze jest – na ile się da – zrobić to jeszcze przed rozpoczęciem pisania. Wyznaczyć perspektywę.
Oczywiście, jasne – to nie jest matematyka. Czasem perspektywa rodzi się dopiero w trakcie. Czasem pisanie samo nam mówi, czym chce być. Ale często poczucie „dopięcia tematu” bierze się z tego, że wchodzimy w proces mając już mniej więcej wyobrażenie, jak coś opowiedzieć.
Wtedy, kiedy siadamy do pisania, mamy już rozdzielone dwie rzeczy. Wiemy, co pokazujemy i o czym mówimy. I największy problem wielu osób piszących – czyli nieustanne zastanawianie się „co ja właściwie chcę powiedzieć?” – schodzi na drugi plan. Zostaje nam czyste kodowanie. Szukanie języka dla czegoś, co jest już wstępnie ustalone.
Jak to mówią informatycy: u mnie działa.