Newsletter

,Zły syn” czyli potęga dosłowności

„Dziś zły syn” Jarka Skurzyńskiego. Rzecz niewielka, ale pożywna, interesująca formalnie – to w jaki sposób została napisana/ zrobiona może być dla nas całkiem interesująca lekcją.  Przeczytałem tę 150-stronicową książkę w ciągu kilku dni co doskakując i odchodząc. Wracałem z zainteresowaniem, a co najważniejsze, przez ten cały czas (aż do teraz) najbardziej nurtuje mnie pytanie, ile lat ma jej autor, Skurzyński. Nie kryje się w tym pytaniu nic oprócz pewnego, znamiennego dla tej książki zagadnienia: jest to opowieść bardzo intymna, wymagająca dużo odwagi i ustalenie, że jest trzydziestolatkiem lub czterdziestoośmiolatkiem wiele by zmieniło. Nie robię tego jednak, by zachować „Złego syna” choćby w drobnym niedopowiedzeniu, którego w książce brak. Opowieść bowiem jest literalna – autor nazywa rzeczy po imieniu. Moim zdaniem – jest to rodzaj literatury, który w literaturę się nie bawi.

Postanowiłem poświęcić tej książce tekst, z dwóch powodów. Jest ona idealnym przykładem tezy, że każdy człowiek może napisać jedną książkę – o sobie. Po drugie – jej dosłowność i aliterackość w ostatecznym rozrachunku buduje doświadczenie obcowania z literaturą. Moje myśli, nawiązując do sposobu pisania „Złego syna” podzielonego na krótkie numerowane sekwencje, również podaję ponumerowane.

Zatem do dzieła.

 

I

„Zły syn” to z pewnością nie powieść. Trudno jednak powiedzieć, czy „Zły syn” to proza. Bardziej powiedziałbym, że są to rozważania sylwiczne – epizodyczne obrazy i myśli ponumerowane i poukładane zgodnie z wewnętrzną logiką. Książka liczy około 154 stron, podzielona jest na 75 rozdziałów. Ten układ dobrze znamy z podobnych form, jak choćby u Miry Marcinów z jej „Bezmatka”. Numeracja ma tu jednak swoją logikę — pierwszy punkt brzmi: „Jarek, syn Krystyny”, co pozwala nam poznać mechanizm skracania dystansu między opisywanym a rzeczywistością obecny w całej książce.

II

Drugi fragment mówi: „Matki uzależniają”, co wprowadza nas w treść.

III

W trzecim fragmencie pojawia się informacja o śmierci matki. Dalej już cała książka staje się wnikliwą, analityczną próbą uchwycenia tego, co wydarzyło się po jej odejściu. Otrzymujemy zbiór scen, myśli, wspomnień o matce i pustce po niej, ale z czasem myśl autora zatacza coraz szersze kręgi – jakaż to archeologia wspomnień i myśli!

IV

W tym szerokim zataczaniu kręgów Skurzyński wciąż pozostaje przy matce i jej odejściu, ale z czasem zaczyna pisać również o biedzie w jakiej dorastał, swoim homoseksualizmie, pierwszych fascynacjach mężczyznami, a nawet sprawach, które wydają się niezwykle intymne: przymierzaniu jej butów na obcasie jako dziecko. Kiedy przez chwilę się zastanowić, gra toczy się u Skurzyńskiego nie tyle o matkę i jej odejście, ale o coś więcej – o opisanie samego siebie, swojego wewnętrznego „ja”, narysowanie go przez system scen/ obrazów/ myśli.

V

Tematem tej biograficzno- analitycznej opowieści zatem wcale jednak nie jest matka. Autor mierzy wyżej – chce dowiedzieć się skąd wziął się on sam jako samodzielny byt. Tematem zatem nie jest matka, ale sam autor. Ale matka odgrywa tu rolę osi wokół której biegnie cała narracja.  

VI

Medytacja nad tym splotem tworzącym „ja w potrzebie opowiedzenia” albo ja w „niemożności zdefiniowania” prowadzi autora  do nieoczywistych wspomnień.

VII

Powtarzam: sama medytacja, samo pisanie prowadzi autora do nieoczywistych wspomnień.  W 47-mym fragmencie docieramy do subtelnych, banalnych, ale zwykle trudnych do opisania faktów. „Uwielbiała raphacholin. Przyjmowała go niemal jak komunię, łajając się przy tym za każdym razem słowami czemu ja to zjadłam?”

Ważny to punkt, bo zaryzykuję, że wcale nie jest łatwo opisać kogoś przez pryzmat takich drobnych faktów. To znaczy – stosunkowo łatwo jest to napisać, ale bardzo trudno jest przypomnieć je sobie. Mylę się? Znajdźcie dwadzieścia faktów o Waszym rodzicu i o każdym napiszcie w miarę ciekawy sposób.  

Rzućcie okiem na ten fragment:

VIII

Na tym polega siła pisania Skurzyńskiego. Potrafi sięgnąć głęboko, uchwycić się wspomnienia i je rozwinąć. Rekonstruować wspomnienie, rozbudowywać albo syntetyzować, tak aby rdzeń wspomnienia był wyraźny i uniwersalny, zrozumiały od razu. To potężna umiejętność.  

Rzućcie okiem na ten fragment:  

 

IX

Pisanie Skurzyńskiego nie należy więc do rejestru, w którym autor czy autorka wykorzystują mechanizmy języka literackiego do ożywienia i konstruowania scen albo ciągłej narracji. Przeciwnie — siła tego typu pisania, charakterystycznego dla sylwy, czyli rozważań i błysków, polega na szczególnego rodzaju szczerości: na odnajdywaniu w sobie i wokół siebie, wokół tematu, zjawisk, które się na niego składają. Skutkuje to uruchomieniem całej konstelacji składowych opisywanego zjawiska.

Rzućcie okiem na ten rysunek:

 

X

Epizodyczność i fragmentaryczność jest oczywiście problemem, bo percepcja czytelnicza lubi jak się jej coś opowiada po kolei, najlepiej ciągiem tak, żeby mogła sobie spokojnie płynąć w lekturze. Teksty sylwiczne/ fragmentaryczne okazują się więc takim samym problemem jak krótkie opowiadania: wciąż na nowo musimy wchodzić w przestrzeń świata przedstawionego. Ale ma to swój kolosalny plus: dzięki tej metodzie fragmentaryczności możemy konstruować opowieść o interesującym nas zagadnieniu uwalniając się od ciężaru linearnej fabuły.

XI

Dlaczego to dobre? Bo linearna opowieść nie zawsze poradzi sobie z tematem. A takie konstelowanie pozwala na więcej – można opisać o wiele bardziej subtelne zagadnienia.  

XII

Ale jakim jęyzkiem to jest napisane? Tu chyba rozgrywa się najciekawsza część „Złego syna”.

Najważniejszym narzędziem literackim jakie wykorzystuje Skurzyński jest odwrócenie od typowo prozatorskiego/ powieściowego modelu konstruowania świata na rzecz bezpośredniego, szczerego wyznania tego, „jak było”. Oznacza to, że nie ma tu wyraźnie wyrysowanej, wyraźnej przestrzeni literackiej, w która wchodzimy, a mimo to doświadczenie literackie realnie się buduje.

XIII

Mamy tu do czynienia więc do czynienia z formą „mówioną”. Jej skuteczność polega na tym, że nie budując rozbudowanych, zmysłowych scen, przekazuje od razu sedno doświadczeń, zbliżając się tym samym momentami do non-fiction. Mówi więc wprost, ale nie chybia: za każdym razem, gdy podejmuje się opisu, robi to precyzyjnie, dzięki czemu uzyskujemy bardzo wyrazisty obraz doświadczenia. I jako czytelnicy oraz czytelniczki możemy z nim empatyzować.

XIV

Empatia: nasze współodczuwanie – to chyba tu najważniejsze

[Jarek Skurzyński, „Zły syn”, Artrage 2024]

[Okładka książki: Artrage]