Newsletter

Zapomniany sens

 

Wczoraj?  Nawet nie pamiętam, co robiłem. Dopiero teraz, siedząc przed klawiaturą i patrząc w kartkę, zadaję sobie to pytanie. Jechałem metrem do śródmieścia, około siedemnastej. W budynku koło Nowego Światu, w piwnicach, Igor – kolega, ma studio muzyczne. Piwnice zwykłe, białe, z rowerami zapiętymi pod ścianą, a zaraz potem wysoki próg – tak to zapamiętałem. Urządził się w dawnym schronie przeciwatomowym. Grube ściany, jak mówi, wyjątkowo dobrze tłumią muzykę.

W takich miejscach wygłuszonych, z miękką wykładziną, konsolą, mikserem, monitorami – nie wiedzieć dlaczego trzema monitorami, starym pianinem, perkusjami, gitarą basową i setkami pomniejszych kartonów i instrumentów spędziliśmy trzy godziny. Zabrałem ze sobą dwa syntezatory i jeden multiefekt. Igor grał na padach – elektronicznej perkusji. Siedziałem na kanapie i słuchałem, jak instrumenty, które znam, w nowym miejscu, w nowym nagłośnieniu wybrzmiewają zupełnie inaczej ogarniając nas coraz bardziej. Gdzieś po dwóch godzinach zacząłem podkręcać głośność, żeby usłyszeć muzykę do końca, żeby każdy dźwięk stał się niemal namacalny.

Muzyka jest sferą. Granie w duecie, kiedy słyszy się drugą osobę nie jest tylko wytwarzaniem dźwięków, ale raczej łączeniem się, formą akustycznej komunikacji. Ale najpiękniejsze jest to, że w graniu jest się całym sobą w dźwięku. Rejestracja? Nagrywanie? Niekoniecznie. Bycie w tym czasie jest cenniejsze. Poszukiwanie – jak iść dalej w brzmieniu, jak przechodzić, jak otwierać nowe pejzaże.

A dziś szedłem z Kubą, reżyserem, z którym pracujemy nad jego filmem, i idąc przez Łazienki rozmawialiśmy o tym, że czasem film albo książka, którą się napisało, przechodzi bez uwagi. Ile jest takich filmów? Ile takich książek? Ilu ludzi nosiło w sobie nadzieję, że ich praca przyniesie jakąś zmianę w życiu – uznanie – że odmieni los. A potem przychodziło rozczarowanie. I gdzieś na tym spacerze doszliśmy do wniosku, że przecież sam akt tworzenia jest wart uwagi.  Ten czas, ten fragment biografii, który oddany został pracy. To zagnieżdżenie, życie nad kartką papieru, w książkach, z pomysłem na film, w realizacji filmu.

Żeby tylko dostrzec sens tego działania.  Mam od dawna poczucie, może również z racji wieku, że jednak cała ta doraźna koncepcja sztuki jako aktu wytwórczego osłabiła jej rdzeń – tym rdzeniem nie jest samo wytwórstwo, ale coś co nazwałbym poszukiwaniem.

[fot: W trakcie spaceru z Kubą widziałem coś takiego]