Uwaznosc_jako_jezyk
Newsletter
Uważność jako język
Tajemnica „Gorącego oddechu pustyni” nie polega chyba na wyjątkowości języka, którym operuje autor, ale na próbie uchwycenia tego, co ukrywa się w ludzkim losie.
Wiem, że brzmi to banalnie, ale dajcie mi chwilę.
W 1997 albo 1998 roku trafił w moje ręce niewielki zbiór opowiadań Grudzińskiego zatytułowany „Gorący oddech pustyni”. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. Każdy tekst działał jak mocny cios wymierzony w wyobraźnię. Wystarczyło dotrzeć do końca, żeby pojawiło się dziwne uczucie, że zajrzało się pod podszewkę życia.
Przez lata uważałem tę książkę za jedną z najważniejszych, jakie przeczytałem. I właściwie nadal tak jest. Zmieniło się tylko jedno: kiedyś myślałem „ależ on pisze”, dziś raczej myślę „ależ on słucha i widzi”.
Bo kluczową rolę odgrywa tu temat.
W każdym z tekstów Grudziński opowiada historie ludzi, których spotkał albo o których słyszał. Historie zawsze są ciężkie: czai się w nich śmierć, utrata, fatum, jakaś ciemność idąca za człowiekiem. A jednocześnie forma tych opowieści pozostaje niemal kronikarska, prosta, pozbawiona literackiego popisu. Czyta się je tak, jakby siedział naprzeciw nas ktoś, kto dużo widział i po prostu relacjonował cudze losy.
W tytułowym opowiadaniu poznajemy historię dwojga archeologów osuwających się w amnezję. Grudziński usłyszał ją od znajomego sędziego podczas długich spacerów po Neapolu. Potem ją zanotował.
I właśnie to wydaje mi się najważniejsze.
Pisanie Grudzińskiego w „Gorącym oddechu pustyni” opiera się na notowaniu. Nie ma tu ambicji „robienia wielkiej literatury”. Jest raczej próba przekazania sedna historii — uchwycenia czegoś, co objawia się w ludzkim losie. Dlatego autor wybiera styl przejrzysty, niemal surowy. Relacjonuje wydarzenia tylko po to, by odsłonić interesujący go rejestr: może fatum, może tajemnicę zła, może ciemność wpisaną w życie człowieka.
W samym opowiadaniu Grudziński opisuje nawet własną metodę pracy. Zastanawiając się, jak opowiedzieć historię archeologów tracących pamięć, podejmuje bardzo prostą decyzję: układa materiał chronologicznie, minimalnie go kondensuje, narratora ustawia w trzeciej osobie, rozdziały podporządkowuje logice wydarzeń.
I tyle.
Ta książka pozostaje dla mnie wielką lekcją uważności. Większość z nas przechodzi obok podobnych historii obojętnie, choć wszyscy mamy je wokół siebie. Trzeba tylko słuchać, utrzymać uwagę i notować.
No dobrze — można powiedzieć, że Grudziński mieszkał w Neapolu, był mężem córki znanego intelektualisty włoskiego Benedetto Croce więc miał czas.
Ale to przecież tylko wymówka.