Newsletter

„Rodzaje przestrzeni” czyli weź skonsteluj swój świat

Właśnie przeczytałem „Rodzaje przestrzeni” Georgesa Pereca więc dzisiaj, zainspirowany tą wspaniałą książką powiem krótko o stylu, który jest na tyle pojemny, że potrafi powiedzieć znacznie więcej niż linearna proza, a jednocześnie domaga się niezwykle analitycznego spojrzenia od osoby piszącej. Mówię o formie rozumianej jako zbiór fragmentów: książce-sylwie, książce-kolażu, a nawet książce–instrukcji obsługi (żeby nawiązać do innej książki tego autora).

Przyznam, że o istnieniu „Rodzajów przestrzeni” dowiedziałem się w chwili, gdy wziąłem ją do ręki w księgarni. To dziwne, szczególnie, że Pereca bardzo cenię, podobnie zresztą jak całe środowisko twórców związanych z OuLiPo. Ucieszyłem się podwójnie, gdy zobaczyłem, jak ta książka jest napisana. Mamy tu do czynienia z fragmentarycznym, epizodycznym sposobem narracji, który jest mi bliski i sam go praktykuję w swoich książkach. Zacząłem czytać i zrozumiałem, że nie jestem sam w swoich poszukiwaniach języka i sposobów opowiadania o świecie.

 

„Rodzaje przestrzeni” to książka o rozumieniu i postrzeganiu przestrzeni — ale tak naprawdę nie o temat mi chodzi. Temat może być dowolny; najciekawszy jest sam model opowiadania.

Perec wychodzi od krótkich, epizodycznych fragmentów, które z każdą kolejną odsłoną nie tyle opisują tytułowe zagadnienie, ile je rozciągają, rozmywają i podważają jego pierwotną oczywistość. Czytamy więc z początku o przestrzeni białej kartki, o samym pisaniu, by – zataczając kręgi – iść coraz dalej: do tematu łóżka jako przestrzeni, pokoju, mieszkania, domu, miasta i tak dalej.

Autor uruchamia model pisania, który nie tyle mówi o przestrzeni, ile ją wytwarza — tworzy warunki, w których samo pojęcie przestrzeni zaczyna funkcjonować. My zaś mamy możliwość przyglądania się materii, która rzeźbi się na naszych oczach i zmysłach, coraz bardziej się niuansując. Takie oscylowanie, krążenie wokół zagadnienia często daje większe możliwości niż narracja linearna, bo pomiędzy fragmentami wytwarza się napięcie, którego nie trzeba spinać jedną osią fabularną.

Efektem tego jest książka, która staje się czymś na kształt konstelacji znaczeń, pomiędzy którymi pojawia się gęste napięcie. A jednocześnie wciąż pozostaje intensywnym, angażującym ciągiem myślowym.

Mam kilka takich książek, które uważam za wzorcowe: „Głosy Marrakeszu” Eliasa Canettiego, niedocenione „Historie dotyku” Karola Gromka i Marceliny Obarskiej ,czy moje ukochane arcydzieło „Zbieranie” Manfreda Sommera. Wszystkie one właśnie w ten sposób „konstelują” opowieść — składają ją z fragmentów, które dopiero razem zaczynają działać.

Mam wrażenie, że taka forma działa dobrze, bo imituje organiczne, zmysłowe postrzeganie świata. Jeśli narracja linearna ustanawia ciąg, to narracja nielinearna układa coś na kształt witrażu albo malarstwa kropkowego, które dopiero w naszej głowie montuje wspólne wyobrażenie.

Do takiego pisania trzeba mieć jednak w sobie odrobinę researchera. Nie chodzi tu o immersję ani o to, by „ciągnąć” czytelnika za sobą, ale o to, by nasza wyobraźnia i wyczulenie na świat nie zatrzymywały się.

 

Skoro Perec pisze o przestrzeni, konstruując ją z fragmentów, to my możemy zrobić to samo z dowolnym tematem: dzieciństwem, zegarkiem dziadka, domem letniskowym na wschodzie Polski, relacją z konkretną osobą, a nawet uczuciem. Zamiast opowiadać po kolei, co się wydarzyło, możemy budować sieć wspomnień, obrazów i detali, które nie zamykają znaczenia, tylko je otwierają.

To praca przypominająca archeologię. Ale to, co w jej wyniku powstaje, ma szansę być naprawdę nowe, bo nasze umysły i tak składają świat z drobin, każdy na swój własny sposób.

 

[Georges Perec „Rodzaje przestrzeni”, przeł. A Daniłowicz-Grudzińska, Lokator 2025]

 

Piszesz się?

Piszmy razem! W sierpniu odbędzie się pięciodniowy warsztat otwierający "Pisanie jako proces". Ten legendarny już warsztat to dobre miejsce, żeby się zatrzymać i otworzyć na pisanie.