Newsletter_10_Punctum_i_dwa_rodzaje_pisania
Newsletter
„Punctum” i dwa rodzaje pisania
Pisanie, proces pisarski może przyjąć dwie skrajne formy. Z jednej strony pisanie wiersza, akapitu prozy, czy opowiadania może służyć uwiedzeniu osoby czytającej. Oczywiście nie mówię tu o uwiedzeniu brutalnym, choć uwiedzenie zawsze mieści w sobie subtelną przemocy. Chodzi raczej o zniewolenie narracją – żeby osoba czytająca poddała się narracji. To przecież bardzo dużo. W tym wariancie jako osoby piszące cel mamy prosty: piszemy tak, żeby inni zostali pociągnięci przez nasze zdania i obrazy. Jako czytelnicy zanurzamy się więc w opowieści zgadzając się na to zanurzenie. Oddajemy kilka godzin własnego życia w cudze ręce. To taka delikatna umowa: ja czytam, ty opowiadasz.
Tak mam od kilku dni, bo czytam czterotomową sagę fantastyczną, w której wciąż napotykam kalki z innych książek. Jest to powieść kapitalna, ale jednocześnie wydaje mi się, że już jestem na nią za stary. Żałuję czasu jaki jej poświęcam, ale nie chcę przestać: bilans między surowością i nieprzystawalnością mojego realnego życia, a surowością i nieprzystawalnością świata tej książki rozstrzyga się na korzyść książki. To wspaniała pułapka. Na granicy wydolności, ale działa.
Pisanie, żeby złapać innych to zawsze forma zastawiania pułapki. Jeśli w takim modelu pisania stwarza się postać pisarki/ pisarza to stwarza się z umiejętności panowania nad czytającymi. Mówiąc językiem łagodnym – z umiejętności tworzenia ciekawych narracji.
II
Ale jest jeszcze inny powód pisania.
On także oparty jest na pragnieniu panowania. Ale tym razem – panowania nad sobą.
Powiedzieć, że chodzi o poznanie siebie to mało.
Chodzi o punctum.
Chodzi o wyciągnięcie tego, co nie zostało w nas wykryte, a domaga się wyjścia i opowiedzenia.
Chodzi o głęboką, zamaskowaną część „ja”, która szuka metody na wyłonienie się i pokazanie.
Jeśli w przypadku pierwszego z modeli pisania chodzi o to, żeby osoba czytająca dotrwała do końca, w tym drugim pisaniu – pisaniu poszukującym – chodzi o to, żeby osoba pisząca dotarła do siebie.
Można to staranie dotarcia do siebie zaobserwować w tekstach, które nie zostały zakończone, ale ugrzęzły gdzieś w połowie. Po pierwszej albo drugiej próbie ukończenia takiego tekstu pojawia się w nim już świat opowiadany, narracja już niemal działa, ale jednocześnie obecne jest jakieś uchybienie. Gdzieś w środku tego pisania tkwi brak.
Niekiedy chodzi o jedno zdanie. Niekiedy o jeden obraz, jedną myśl, której nie potrafimy odsłonić jakbyśmy pisząc kręcili się w kółko. Jest coś przed nami, co nam się opiera; jakieś uczucie, do którego nie potrafimy dotrzeć, nie potrafimy go opowiedzieć.
Osoba z zewnątrz, kiedy taki tekst czyta doświadcza tego braku.
Trudniej ten brak wskazać.
Ale jest to możliwe.
W takim tekście brakuje punktu scalającego, który wszystko uruchomi. Trzeba więc szukać miejsca, dziury w całości, punctum, które nie zostało zapełnione. To najczęściej poważny element nas samych, piszących. Coś przecież nas pchnęło do napisania tekstu, który miał ten punkt odsłonić, ale nie potrafimy tego zrobić.
Czasem nie mamy wystarczającej wnikliwości.
Czasem brakuje nam odwagi.
Czasem zadowalamy się połowicznym i nieskładnym zamiast spełnionego i składnego, bo i tak połowiczne i nieskładne przynosi ulgę temu, co miało się ujawnić.
Ale spełnione i składne, z objawionym punctum przynosi przemianę.
Jaką?
hmm… każdej osobie jego własną.