Newsletter

Prosty język, wysokie sprawy

Kilka dni temu dołączyłem do platformy oferującej książki w formie audiobooków i e-booków. Jednym z moich pierwszych wyborów okazała się krótka opowieść Jona Fossego Białość.

Zaczęło się niewinnie – przeczytałem fragment, a gdy zrozumiałem, że to naprawdę dobrze napisana rzecz, sięgnąłem po wersję audio. To, co dziś piszę w newsletterze, jest więc trochę efektem wejścia w całkiem nową sferę – słuchania ich. Audiobooków wcześniej właściwie nie słuchałem i być może dlatego Białość uderzyła mnie właśnie z taką mocą.

Ale do rzeczy.

Słuchając tej książki i wykonując w domu proste, codzienne czynności, niemal natychmiast doświadczyłem niezwykłego połączenia, które Fosse zbudował: w Białości prosty, przejrzysty język łączy się z niezwykłą sferą – wyczuloną na siebie i swoje myśli – perspektywą narratora. W efekcie dostajemy opowieść zamkniętą w prostych słowach, które otwierają wysoki rejestr znaczeń. 

O tym dziś – o połączeniu formalnie prostego języka z wyrafinowanym sposobem opowiadania.  

Zacznijmy od samej historii. O czym jest ta opowieść? Fosse zaczyna od sceny pozornie banalnej: bohater, jadąc samochodem, zakopuje się w śnieżnej zaspie. Szukając pomocy, rusza pieszo przez las i zaczyna błądzić. Dalej właściwie nic wielkiego się nie dzieje (mówię z przekorą). Bohater chodzi po lesie, i to „nic się nie dzieje”  kryje siłę tej książki, bo jak się okazuje, w tym lesie dzieją się sprawy ważne – zostawmy to, by nie zdradzać szczegółów. 

Słuchamy za to monologu. Pewne jest, że monolog, którego jesteśmy świadkami, sam w sobie jest chodzeniem po lesie: proste zdania, niczym pnie drzew, wyznaczają widnokrąg, w którym poruszamy się razem z bohaterem. Ale jest to jednak monolog prostymi słowami mówiony gdzieś z głębi. 

Czasem, gdy myślę „piękny język”, wyobrażam sobie coś niezwykle wyrafinowanego, podczas gdy prawdziwe piękno może kryć się w tym, co język konstruuje – w tej prostocie jest głębią. Język, jak się okazuje, może być prosty, a jednocześnie otwierać szerokie przestrzenie znaczeń. Tak właśnie jest u Fossego

Kiedy tylko pojąłem ten wspaniały sposób opowiadania, zacząłem się zastanawiać, jak to właściwie jest zrobione – gdzie leży punkt ciężkości tej literatury. Doszedłem do wniosku, że źródło tkwi właśnie w prozaiczności języka. Może to brzmieć banalnie, ale siła Fossego polega na tym, że potrafi wykorzystać prosty język do precyzyjnego odtworzenia stanu kogoś, kto błąka się po lesie, a więc językiem odtwarzać zagubienie. Czy to jest proste? Wydaje się, że tak, ale ta forma, którą czytamy, okazuje się niezwykle precyzyjna. Bo choć język wydaje się prosty, to uruchamia wewnętrzny stan, który – jakby nie było –  nie jest bezpośrednio zapisany w tekście. Jeśli Fosse prowadzi nas przez las, to prowadzi nas przez las myśli narratora. 

Teraz spróbujmy sobie wyobrazić, w jaki sposób możemy przełożyć Fossego na nasze własne pisanie – jak możemy zaangażować jego styl na nasz własny język. Zastanówmy się, czy potrafilibyśmy napisać coś w podobnej manierze. Na przykład: zostajemy zaproszeni na imprezę, na którą wcale nie mamy ochoty iść. Jest piątek, godzina 21.00. Chodzimy po domu, już ubrani, i przez godzinę, odwlekając moment wyjścia, cierpimy w tym zawieszeniu – nie chcemy wychodzić, ale pozostanie w domu oznaczałoby poczucie winy, że zrezygnowaliśmy w ostatniej chwili. Jak wyglądałaby taka godzina chodzenia po domu? Jak zostałby skonstruowany ten świat – świat wewnętrznego przeżywania? Jak wyglądałby wewnętrzny głos, który obserwuje pokoje, które ogarnia półmrok? Jak opowiedzieć zapadnie się w siebie, w ten stupor bez nazywania sprawy po imieniu? 

Wydaje się – przynajmniej dla mnie – istotą takiego pisania jest uznanie, że świat zewnętrzny staje się jedynie tłem dla świata wewnętrznego. Że ważniejsze jest to, co dzieje się we mnie, aniżeli to, co dzieje się w lesie, albo mieszkaniu. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo idąc z Fossem przez las, zdałem sobie sprawę, że wielu ludzi mówi: „nie umiem pisać językiem literackim”. Wtedy najczęściej odpowiadam: to kwestia praktyki, trzeba poznać podstawy i ćwiczyć. Tymczasem Fosse w Białości pokazuje, że siła literatury może polegać właśnie na skrajnej prostocie języka. Ale osiągnąć taką prostotę to jednak sztuka.  Białość to przykład rzeźbienia w języku, ale przede wszystkim rzeźbienia we własnej świadomości, w uważności. 

Może warto się czasem zastanowić, jak najprościej napisać to, co chcemy powiedzieć?

[Jon Fosse, „Białość”, przeł. I. Zimnicka, czyta Marcin Popczyński,  Artrage 2024