Newsletter

„Pisać” to również „czytać”

Kiedy myślimy o pisaniu, niemal od razu widzimy osobę siedzącą przy biurku, przed komputerem, kartką czy maszyną do pisania, która pochylona walczy z tekstem. Na hasło „pisanie” wyczuwamy ten ruch, który dzieje się między osobą piszącą, a tekstem. W procesie pisarskim jednak, istnieje jeszcze jedna zasadnicza, praktyka, bez której pisanie się nie obejdzie. Mówię o czytaniu. 

Czytaniu jako elementowi pisarskiego warsztatu poświęca się za mało uwagi. Część z Was pewnie się teraz żachnęła, mówiąc: „To nieprawda, przecież wiadomo, że żeby pisać, trzeba czytać”. Mam jednak wrażenie, że czytanie, sam akt czytania, traktowany jest w opowieściach o rzemiośle pisarskim lekko powierzchownie. Coś jak wątek oczywisty, ale jednak poboczny. A przecież, gdyby udało nam się przywiązywać jeszcze większą wagę do czytania, nasze pisanie byłoby lepsze. 

Akt czytania ma przynajmniej trzy istotne wymiary pomocne pisaniu. 

Pierwszy wymiar – nazwijmy go stylistycznym – pozwala nam wejść w świat tekstów, które ktoś już napisał. To trochę jak spacerowanie po cudzych ogrodach – w trakcie tych wędrówek możemy przyjrzeć się, jak ktoś urządził swoją przestrzeń, jakiego użył języka, jak skonstruował swoją narrację, jak toczy się fabuła jego opowieści. Czytając wysycamy się więc wspaniałymi pomysłami, które ze spokojem możemy brać, przetwarzać, rozwijać, redukować w swoim pisaniu, szukając własnego stylu i punktu widzenia. Nie chodzi tu oczywiście o wierne kopiowanie czy powtarzanie cudzych pomysłów – kiedy to robimy czeka nas zaledwie los smutnego epigona. Chodzi raczej o uczenie się różnych sposobów patrzenia, mówienia i przedstawiania historii. Dzięki temu możemy potem łatwiej znaleźć własny styl, bo wiemy, jakie opcje są możliwe. 

Drugi wymiar czytania – nazwijmy go światopoglądowym – to czytanie nie tyle dla uzmysławiania sobie wielości form i języków, ale czytanie dla wzmacniania swojego „ja”. W pewnym momencie naszego życia, kiedy uświadamiamy sobie kim jesteśmy, przestajemy z uwagą śledzić co mówią rankingi i krytycy/ krytyczki literackie, szukając kolejnych fascynujących książek i tekstów „na intuicję”. Takie czytanie to tak naprawdę przestępowanie z tekstu na tekst według coraz czystszego, coraz wyraźniejszego klucza naszego „ja”. To trochę śledzenie samego/ samej siebie. 

Trzeci wymiar czytania – nazwijmy go kognitywnym – dotyczy już samego aktu koncentracji. Codzienne czytanie, choćby nawet kilkudziesięciu stron dziennie, pozytywnie wpływa na nasz umysł. Pomaga go „rozciągnąć” u uspokoić. Zestroić jego rozumienie intelektualne z doświadczeniem i emocjami. Takie czytanie to tak naprawdę, praktyka medytacyjna, a przejście z czytania do pisania jest łatwiejsze aniżeli przejście z przeglądania mediów społecznościowych do pisania. 

Pamiętajmy jednak, że czytanie to również ucieczka. Nie zastąpi ono pisania. Mój dziadek, poeta i tłumacz, często wspominał, jak jego żona, widząc go zatopionego w kolejnej książce, pochylała się nad nim i mówiła z lekkim wyrzutem: „Ty nie czytaj tyle, ty pisz”.