Newsletter

O zmęczeniu i przełomie

Dziś chciałbym poruszyć temat, który niby jest oczywisty, a jednak warto go nazwać i oswoić.
Mowa o zmęczeniu.

Nie chodzi mi o to zwykłe zmęczenie po całym dniu, kiedy siadamy do biurka i zamiast literackich olśnień mamy tylko ochotę zamknąć oczy. Mam na myśli zmęczenie konkretnym tekstem, nad którym pracujemy.

To doświadczenie wydaje się nieodłączną częścią pisania. Dlaczego? Bo te teksty, które naprawdę dają satysfakcję, zwykle są okupione wysiłkiem. Rzadko który powstaje lekko, bez fazy znużenia, irytacji czy poczucia, że ręce opadają.

I właśnie ten moment jest szczególny. Bo gdy dopada nas znużenie, nie chodzi tylko o to, że marzymy o serialu, spacerze czy badmintonie. Dzieje się coś głębszego: osłabia się nasza perspektywa poznawcza. Przestajemy patrzeć na nasz tekst świeżym okiem, a tym samym tracimy zdolność dostrzegania, co jeszcze można zmienić, poprawić, przekształcić.

Podam przykład z własnego doświadczenia.
Kiedy pisałem Niewidzialnych, przez cały czas próbowałem znaleźć język bliższy mojemu własnemu głosowi. Szukałem sposobu, żeby złamać dotychczasowe schematy, pisać „po swojemu”. Nie udawało się. Dotarłem do końca książki z poczuciem porażki, że ten jedyny język wciąż mi się wymyka.

Zamknąłem plik, odłożyłem wszystko na kilka dni. A kiedy wróciłem i przewijałem tekst, czułem, że patrzę na coś „literaturo-podobnego”, ale wciąż nie moje. I wtedy przyszła złość – taka, która daje energię. Wyrzuciłem z siebie kilka zdań, nie literackich, ale szczerych, bezpośrednich, intensywnych. I nagle odkryłem język, którego szukałem. Wystarczyło miesiąc przepisywania – nie tyle pisania na nowo, ile podążania za raz znalezionym tonem.

Dlaczego o tym piszę?
Bo w tej historii kryje się sekret zmęczenia. Dopóki walczyłem, próbując na siłę dociągnąć książkę, ona wymykała mi się z rąk. Dopiero dystans, odpoczynek, czas na przewietrzenie głowy i wejście w tekst na nowo – pozwoliły mi zobaczyć go inaczej. Z innej strony. I to właśnie było kluczem.

Dlatego: piszcie, jak chcecie – łagodnie albo na zabój – ale dajcie sobie czas, żeby odpocząć. Wróćcie do tekstu ze świeżą energią i spojrzeniem. To wtedy dzieje się najwięcej. Tam jest siła.

Z nadzieją na dobre pisanie,

Mateusz 

 

Piszesz się?

Myślisz o warsztacie wyjazdowym "Pisanie jako proces?" Kilka dni temu ogłosiłem terminy na 2026 rok.