Newsletter

O kończeniu dla siebie 

Od kilku miesięcy spotykam się na konsultacjach online z kobietą (dajmy jej na imię Magda), która obudziła w sobie chęć pisania i od razu — właściwie od pierwszego spotkania — zaczęła pisać niezwykle interesująco. Oczywiście — nie moja to zasługa, ale raczej cecha tego pisania: obojętnie, co Magda napisze, język okazuje się mocny i trafiający „w rejestr”. Spotykamy się więc co pewien czas online na godzinę, albo trochę dłużej i rozmawiamy o kolejnych tekstach, skupiając się nie na języku, lecz raczej na tym, „co jest mówione”. 
Gdzieś przy czwartym tekście zrozumiałem zasadniczy problem, z którym Magda się mierzy. Jej praktyka koncentruje się na przyjemności samego aktu pisania – przyjemności przebywania w procesie twórczym. Jeśli nawet gdzieś w dalekiej przyszłości mają się pojawić czytelnicy, to tylko jako dodatek. Najważniejszy jest sam akt, ten moment przebywania w swoich myślach. 

Znasz to uczucie?

Ja również je znam. 

Ludzie uwielbiają zapadać się w pisanie. Kiedy uchwycą metodę wytwarzania plastycznego języka, z namiętnością rzucają się w zapełnianie papieru, z niechęcią reagując na wszelkie uwagi dotyczące celowości takiego działania. 

Trudno im się dziwić. Specyficzne skupienie umysłu, z którego wyłaniają się kolejne zdania przynosi wspaniałe poczucie wewnętrznej integracji. Nagle to, co w środku łączy się z tym, co na zewnątrz. Nasze „intymne” staje się wydzielonym z nas obiektem — tekstem, a my, pisząc, czerpiemy przyjemność z tego „wydzielania”. 

U Magdy pojawił się jednak problem – chciała pisać lepiej, mocniej i bardziej angażująco dla innych. Jednocześnie trudno było jej zerwać z modelem „wsobnym” pisania, który – jakby nie było – opanowała do perfekcji. 

Dlaczego mówię o tym jako o problemie? Bo — taka jest moja interpretacja — sam akt pisania, stał się dla Magdy azylem. Formą aktywności, która dopełnia życie. Jej pisanie okazało się przestrzenią, w której można na chwilę, ze słuchawkami na uszach, oddać się czemuś głębokiemu, pięknemu, bez konieczności konfrontowania się ze spojrzeniem z zewnątrz. Przez moment można „być w sobie”. 

Ostatecznie okazało się, że Magda ma problem z domykaniem swoich tekstów. Tak jakby nie chciała ich kończyć; albo jakby dochodziła do ściany. Bała się konfrontacji? Być może. W każdym z nas czai się przecież lęku związany z oceną. Jednak uznanie, że w przypadku Magdy chodziło tylko o strach, to niedoszacowanie wagi tego przypadku. 

Autorka znalazła się więc kropce. Nie chciała porzucać wypracowanej przez siebie metody pisania, ale też zaczęła tęsknić za tekstami, które byłyby bardziej „do ludzi”. 

Zaproponowałem więc ruch pozornie trudny: na chwilę przestać myśleć o sobie i przełączyć azymut. Napisać coś dla kogoś. Traktować tekst nie tylko jako introwertyczną praktykę, ale jako sposób na cyrkulację myśli między ludźmi. Powiedziałem: „Pisz dla kogoś”. 

Takie podejście wiąże się z całkiem innym myśleniem o pisarstwie. 

Żeby pisać dla kogoś, należy wypracować formułę komunikacji, która będzie interesująca dla osoby czytającej. Przy pisaniu dla kogoś trzeba trochę bardziej „uwodzić”. Struktura naszego tekstu musi mieć początek i koniec, choćby początkiem i końcem były przewrotne wariacje nad zagadnieniem początku i końca. Powiedziałem: „Teraz pisz tak, aby narracja prowadziła nie tylko ciebie, ale i osoby postronne”. 

I co najważniejsze: „Kolejny tekst skończ, zapnij, zamknij”. 

Dlaczego tyle o tym piszę? Rozwijanie kompetencji literackich odbywa się nie tylko poprzez samo pisanie, ale także poprzez domykanie tekstów. To tam, na tym ostatnim odcinku, w tych brakujących pięciu procentach jakości, ujawnia się każda słabość tekstu, a proces pokazuje swoje najgłębsze warstwy. 

Dzięki zamkniętym, zwartym formom, zdobywamy rzeczywiste umiejętności, a nasz tekst staje się polem, w które możemy zaprosić innych. Nawet jeśli piszemy tylko o nas i naszym wewnętrznym świecie. 

Czy kończenie tekstów zabiera coś pisarskiej ekspresji? 

Nie, skądże. 

Powiedziałbym, że dopiero wtedy ekspresja, ta potrafiąca oddziaływać na innych, dochodzi do głosu.