Newsletter_05_Zaczynanie
Newsletter
Najtrudniej jest zacząć
Wiele jest rodzajów „zaczynań”. Siada się do papieru albo klawiatury z decyzją, że zacznie się pisać, i w tej samej chwili opada nas ciężkie poczucie, że oto właśnie nadszedł moment próby. Od tego uczucia chęci słabną, a dotychczas pielęgnowane marzenie przestaje być takie pociągające. Więc jednak nie siadamy, nie zaczynamy. Ale wtedy znów odzywa się marzenie i koło się zamyka. Nie ma co gadać: to jakiś koszmar.
Tak naprawdę usiąść i wykonać pierwszy ruch to czasem najtrudniejsza sprawa w całym procesie.
Dlaczego? Bo takie „usiąść” to zgodzić się na godzinę prawdy. „Usiąść” to zgodzić się, że może nie wyjść.
Ale to również moment, w którym zgadzamy się, że poddajemy się czemuś, co w naszej życiowej ekonomii będzie dla nas, dla naszej emocjonalności, dla naszego ciała, dla naszego domu i otoczenia, dużym obciążeniem.
Z jednej strony więc odpycha nas lęk przed prawdą, z drugiej lęk przed wysiłkiem. To podwójny rodzaj obciążenia.
Dlatego trudno jest zacząć.
Zauważ, że ani razu jeszcze nie wspomniałem o pisaniu, o ukończeniu, o skończeniu, o dokonaniu, o zrealizowaniu, o procesie. Cały czas mówię zaledwie o zaczynaniu. Tym, co przed działaniem. O wchodzeniu w proces.
Jak to jest więc z tym zaczynaniem?
Są tacy, którzy muszą zacząć. Muszą napisać kolejny tekst. Muszą napisać kolejny esej, bo ich życie bez tego eseju zacznie w ich mienianiu przygasać. Mówią sobie, że bez kolejnego tekstu staną się mniej rozpoznawali, albo nawet zgasną w jakiś sposób na tak zwanym „firmamencie”, na którym widzą się we własnej wyobraźni.
Niektóre osoby działają zatem, bo nie mają wyjścia. One mają łatwiej – muszą kontynuować coś, co się zaczęło kiedyś.
Ale są też takie jednostki, które czują, że muszą, choć tak naprawdę nie muszą. Ci ludzie są najbardziej interesujący.
Chodzą z pragnieniem, które pcha ich do działania, choć mogą zająć się czymś innym.
Czasem to chodzenie z pomysłem w środku okazuje się najlepsze. Myśl, że możemy zacząć w każdej chwili piękna. Wizja tego, że możemy coś napisać jest na tyle mocna, że rzutuje na nas samych. We własnych oczach wydajemy się sobie kimś fantastycznym: niesiemy przecież niewypowiedziany przekaz. To dobre życie – życie na granicy potencji, siły do tworzenia, z furtką awaryjną: „może kiedyś to napiszę”. Świadome niedziałanie jest wysoką formą bycia – przecież mnóstwo rzeczy powstaje, nie muszę mówić.
Ale jeśli jednak chcę „zacząć”?
Tak naprawdę usiąść, wykonać pierwszy ruch: zająć miejsce to czasem najtrudniejsze w całym procesie.
Więc usiadłem. Napisałem kilka zdań i zamknąłem laptopa. Uff. Zrobiłem to.
Czasem ludzie po długiej walce wewnętrznej siadają do pisania i piszą jak szaleni kilka akapitów; czasem dwie strony, czasem nawet dziesięć stron. Potem gasną. Nie wracają, jakby samo wejście w pisanie było już udowodnieniem sobie, że można to zrobić, że jest się w stanie. Znam to uczucie: czasem coś zaczynam, ale sił na skończenie już nie mam.
Bo – może to jest istota tego tekstu – zaczynanie odbywa się cały czas. Nawet jak już mamy sto stron, dwieście i tak dalej to i tak wciąż zaczynamy, wciąż wchodzimy na nowo, wciąż głębiej.
Więc jak to jest z tym zaczynaniem?
Zmuszać się?
A może nie ma sensu się zmuszać? Zamiast zmuszania można powiedzieć sobie: otwieram właśnie przestrzeń, która wypełni moje najbliższe dni, a może nawet miesiące. Stawiam pierwsze słowa i wchodzę tym drobnym gestem w niewiadomą, której się uczciwie poświęcę. Wchodzę w ciemność, przed którą czuję lęk, ale chcę tam iść, w tą ciemność, żeby dowiedzieć się kim jestem. Chcę tam wejść, choć wiem, że wielu ludzi boi się tam wejść, boi się spotkać ze sobą, ze swoją słabością. Wchodzę tam, żeby coś wywołać. Coś, czego nie ma. Coś zbudować. Teraz zaczynam czas wzrostu, oddzielam się od swojej stałej formy, rozszerzam, staję się formą, z której wywołana zostanie nowa forma. Będzie to tekst, muzyka, obraz, cokolwiek. Robię to, żeby inni mogli tam wejść – do tej formy. Żeby mogli przebywać tam na chwilę – w stworzonym przeze mnie fragmencie świata. Dla dobra sprawy. Dla dobra ciemnego i jasnego, dla porządku rzeczy. Dla ruchu.