Newsletter_04_plastyka
Newsletter #4
Lekkie dotknięcie plastyki
Zastanówmy się co się dzieje w chwili gdy czytamy powieść, prozę albo opowiadanie – słowem – tekst literacki. Bez względu na to czy siedzimy w fotelu w swoim pokoju z niewielką lampką świecącą nam na kartki, czy jedziemy tramwajem; w chwili, w której nasz wzrok przesuwa się po kolejnych słowach i zdaniach, wokół nas wyrasta rzeczywistość, której nie ma. Oczywiście ona nie wyrasta realnie, a raczej objawia się nam tak wyraźnie, że mamy wrażenie, że jesteśmy tu i tam jednocześnie. Jedziemy więc tramwajem, ale jednocześnie wędrujemy (na przykład) zakurzonymi, klasztornymi schodami do biblioteki w opactwie benedyktynów prowadzeni przez Wilhelma z Baskerville. Czasem potrafimy się w tej czytanej rzeczywistości osadzić na tyle mocno, że zapominamy o tym, że przejeżdżamy nasz przystanek.
Jak to się dzieje? Co za to odpowiada? Dlaczego tekst – nazwijmy to – w taki sposób działa? Powiedzieć możemy, że za działanie tekstu odpowiedzialna jest ciekawa historia, ale nie jest to główny powód. Nie każda historia, która jest ciekawa, na kartach książki staje się ciekawą opowieścią – wiedzą o tym redaktorki i redaktorzy wydawnictw, bo czytają często kryminały, romanse czy wspomnienia, które pomimo, że są fabularnie niezwykłe, nie nadają się do publikacji.
Co więc sprawia, że tekst literacki działa, jeśli nie chodzi jedynie o „ciekawą historię”?
Powodów jest przynajmniej kilka.
Dziś chciałbym skupić się na jednym, być może najważniejszym zagadnieniu: wspomnianej plastyczności języka. Jest to fundamentalne, niezwykle rozbudowane zagadnienie, poświęcam mu cały pięciodniowy warsztat otwierający „Pisanie jako proces”; dziś opowiemy sobie o plastyczności w skrócie.
Zatem: Tekst działa, jeśli autor/ autorka operuje językiem plastycznym. Dobrze wiemy, kiedy tekst literacki operuje plastyką. Kiedy go czytamy, mamy wrażenie, że nie tylko przychodzą do nas informacje, ale coś jeszcze: wyłaniają się przed nami zmysłowe formy, które możemy sobie wyobrazić.
Przykład: Zobaczmy ten sam obraz w dwóch zdaniach o różnym natężeniu plastyki: „Młody chłopak stojący na przystanku” to jedno ale „Licealista w skórzanej kurtce chroniący futerał gitary przed deszczem pod wiatą przystanku” to – jakby ten drugi obraz nie był wymuszony – coś jednak innego.
Ten drugi fragment to fragment o większej plastyce.
Teraz ważne: co czujesz, kiedy czytasz pierwsze i drugie zdanie? Co dzieje się w Twoim ciele? Czy potrafisz doświadczyć różnicy jak Ci towarzyszy w czytaniu jednego i drugiego?
Zrozumienie mocy plastyczności otwiera nam – piszącym – drzwi do świata, w którym zaczynamy pracować w języku. Bo plastyczność – to podstawa warsztatowa. Jeśli się jej nie rozumie, nie czuje, jeśli nie umie się jej badać w tekstach – nauka pisania będzie nam szła ciężko, a nasze wspaniałe historie nigdy nie staną się literaturą. Oczywiście, można się tego nauczyć. Trzeba tylko pisać, ale przede wszystkim czytając swoje teksty i w tym czytaniu szukać miejsc, w których taka plastyczność się uruchamia. Jeśli doświadczymy jej działania w ciele i zapali nam się lampka „tekst działa”, będziemy w stanie odróżniać własne pisanie literackie od pisania nieliterackiego.
Wtedy będziemy w domu. Teraz dwa przykłady. Pierwszy z prozy Julii Jukanavitch:
„Kiedy miałam siedemnaście lat, matka zapisała mnie do ośrodka odwykowego dla nastolatków. Znalazła narkotyki w kieszeni moich spodni, kiedy robiła pranie. Miejsce, do którego musiałam chodzić codziennie przez osiem tygodni, stanowiło lżejszą wersję obozu reedukacyjnego Czerwonych Khmerów”[1]
„W młodości brałam narkotyki i trafiłam do ośrodka dla uzależnionych”.
Julia Yuknavitch pozwala nam jednak wejść mocniej we własną przeszłość. To jedno proste danie rozbudowuje żebyśmy choć przez chwilę poczuli się tak jak ona, kiedy wraca myślami do swojej przeszłości. W jej wspomnieniu pojawia się więc matka (to ona zapisała córkę do ośrodka). To matka znalazła w kieszeni spodni (to ważne) narkotyki. Sam ośrodek przypominał obóz reedukacyjny.
„Kiedy miałam siedemnaście lat, matka zapisała mnie do ośrodka odwykowego dla nastolatków. Znalazła narkotyki w kieszeni moich spodni, kiedy robiła pranie. Miejsce, do którego musiałam chodzić codziennie przez osiem tygodni, stanowiło lżejszą wersję obozu reedukacyjnego Czerwonych Khmerów”.
Jak działa plastyczność tekstu Yuknavitch? Przede wszystkim ożywia nasze zmysły. Pojawia się postać matki, pojawia się ledwie zarysowana scena przeszukiwania kieszeni spodni, ale i atmosfera ośrodka, do którego trafia narratorka. Przy niewielkiej zmianie, tekst staje się bardziej plastyczny i co tu dużo okrywać: ciekawszy.
Drugi przykład:
„Byliśmy zmęczeni i kiedy wychodziliśmy z portu zaczepił nas człowiek z dzieckiem na ręce oferując nocleg”.
Zajrzyjmy do drugiego przykładu: Andrzej Stasiuk wędrując po środkowoeuropejskich rubieżach wraca myślami do jednego momentu. Oczywiście wie, że plastyka obrazu jest potrzebna, więc rozwija ten moment, dopełnia go, uplastycznia i pisze:
„Gdy pierwszego dnia wychodziliśmy z portu zaczepił nas Genci. Miał trzydzieści parę lat, sandały na bosych nogach i czarne, wyszmelcowane szorty. Na ramieniu trzymał kilkuletniego chłopczyka. Płynną angielszczyzną zapytał nas, skąd jesteśmy i czy nie potrzebujemy pokoju. Po nieprzespanej nocy bardzo potrzebowaliśmy”2.
Tak pomyślałaby większość z nas przyzwyczajona do mówienia informacyjnego. Stasiuk jednak poszedł dalej i dotknął też swojego stanu – zmęczenia, i idącego za tym poczucia, że ktoś przy bramie portowej przyszedł jemu/ im z pomocą.
_ _
Zwykle, w pierwszej fazie pisania, posługujemy się mimowolnie myśleniem hasłowym, informacyjnym. Dzieje się tak, bo trudno nam od pierwszej chwili zmysłowo, plastycznie widzieć to co chcemy przekazać. Pomocne jest więc przepisywanie, wzbogacanie naszych obrazów.
Potem trzeba jednak czytać to, co się napisało.
Wracajmy do takiego tekstu.
Czytajmy go, oglądajmy jego nieudolność.
W końcu – lubmy swoje nieskończone teksty.
To ważny moment. Właśnie szukamy adekwatnego języka.