Newsletter_04_Analiza
Newsletter
Przebudzenie jako odrodzenie
„Budzę się przed budzikiem, w ostatniej chwili. Mam nadal zamknięte oczy. Teraz cała wsuwam w kokon z pościeli, by nasycić się ciepłem, o które walczyłam całą noc, śpiąc w pozycji embrionalnej. Ja embrion. Ja i nie ja. Jesteśmy tutaj wszystkie. Witam. Mam na kokonienie dziesięć minut. W macicy mojego łóżka prześcieradło jest gładkie, kołdra szorstka, a moje ciało ciepłe i miękkie. Dotykamy się w trójkę w ciemnościach. Prześcieradło przyciąga mnie i pozwala na rozluźnienie, ale jest jeszcze kołdra. Jej wykrochmalona skóra drapie moje ciało, kurczę się i cierpnę. Kołyszę się po milimetrze w lewo i w prawo, w dół i w górę i na skos, ścierając z siebie cierpkość mojej skóry. Naskórek lęku. Lęk naskórkowy. Kołdra traci swoją szorstkość i tworzymy nową, wspólną skórę, miejscami ostrożną i twardawą. Przez rozmiękczone miejsca wnika we mnie ciepło. Rozluźniam się. Rozprostowuję ręce, nogi i szyję. Staję się nową sobą. Osobą. Osą. Osbą. Oso. Osho. Są. Ą. Bą. O. Został jeszcze oddech. Najpierw rozchylam usta, które są suche na obrzeżach, a wilgotne w środku. Bawię się w ciche mlaskanie pozbawione słów. Początek wszystkiego. Za chwilę znów wyjdę na świat. Nowa stara ja”.
Spróbujmy zatem objąć myślą fragment i lekko go zredukować próbując wzmocnić jego ukryty sens. Wyglądałby tak:
„Budzę się przed budzikiem, w ostatniej chwili. Mam nadal zamknięte oczy. Teraz cała wsuwam w kokon z pościeli, by nasycić się ciepłem, o które walczyłam całą noc, śpiąc w pozycji embrionalnej. Ja embrion. Ja i nie ja. Jesteśmy tutaj wszystkie. Witam. Mam na kokonienie dziesięć minut. W macicy mojego łóżka prześcieradło jest gładkie, kołdra szorstka, a moje ciało ciepłe i miękkie. Dotykamy się w trójkę w ciemnościach. Prześcieradło przyciąga mnie i pozwala na rozluźnienie, ale jest jeszcze kołdra. Jej wykrochmalona skóra drapie moje ciało, kurczę się i cierpnę. Kołyszę się po milimetrze w lewo i w prawo, w dół i w górę i na skos, ścierając z siebie cierpkość mojej skóry. Naskórek lęku. Lęk naskórkowy. Kołdra traci swoją szorstkość i tworzymy nową, wspólną skórę, miejscami ostrożną i twardawą. Przez rozmiękczone miejsca wnika we mnie ciepło. Rozluźniam się. Rozprostowuję ręce, nogi i szyję. Staję się nową sobą. Osobą. Osą. Osbą. Oso. Osho. Są. Ą. Bą. O.
A tak wyglądałby nasz tekst po redukcji:
„Budzę się przed budzikiem. Mam nadal zamknięte oczy. Sycę się ciepłem, o które walczyłam całą noc śpiąc w pozycji embrionalnej. Ja embrion. Ja i nie ja. Prześcieradło jest gładkie, kołdra szorstka, a moje ciało ciepłe i miękkie. Dotykamy się w trójkę w ciemnościach. Kołyszę się po milimetrze w lewo i w prawo, ścierając z siebie cierpkość skóry. Kołdra traci swoją szorstkość i tworzymy nową, wspólną skórę. Rozluźniam się. Rozprostowuję ręce, nogi i szyję. Staję się nową sobą. Osobą. Osą. Osbą. Oso. Osho. Są. Ą. Bą. O. Został jeszcze oddech. Najpierw rozchylam usta. Bawię się w ciche mlaskanie pozbawione słów. Początek wszystkiego”
Lepiej? To nie ma znaczenia, czy lepiej, czy gorzej, z pewnością inaczej. Na pewno gęściej. Tekst już nie prowadzi nas przez myśli narratorki, ale przez redukcję wyciąga zmysłowe obrazy i z nich formułuje coś, co chyba było intencją pisarki: tą wspaniałą intuicję, która w przebudzeniu nakazuje nam zobaczyć własne odrodzenie.
Może pojawić się pytanie: dlaczego wyrzucałem te, a nie inne fragmenty? Odpowiedź jest prosta, ale zawiła jednocześnie: kierowałem się intuicją badając czy konkretny fragment ożywia mój umysł, czy kolejne obrazy coś wnoszą. Tam gdzie brakowało ożywienia, redukowałem. Ale też – i to jest być może ważniejsze – po początkowym czytaniu rozumiałem mniej więcej ukryty przekaz – jego sens i to, co chciała nam pokazać Autorka. Wzmocniłem to.