Newsletter

Neapol: przekroczyć miasto i

napisać o mieście

Po niedawnej, pierwszej wizycie w Neapolu i lekturze książki Piotra Kępińskiego „Neapol słodki jak sól”, wraca do mnie kwestia – nazwijmy ją krótko – pisania o mieście. Mówiąc „pisanie o mieście”, mam na myśli nie tyle antropologiczne pisarstwo próbujące ująć w ramy dyskursu naukowego konkretną przestrzeń, nie myślę również o fikcjach, w których miasto jest bohaterem, ale o eseistyce, prozie, non-fiction – wszystkich tych międzygatunkowych formach, za pomocą których zmagamy się z miastami, do których przyjeżdżamy, w których pomieszkujemy, które stanowią dla nas – może to ważne – przestrzeń wymagającą oswojenia.
 
Jak powstają takie teksty? Sposobów jest wiele, każdy z nich wynika z temperamentu osoby piszącej, jej warsztatu, a także – i to chyba najdonioślejsze – z samego miasta, z jego atmosfery, jego – nazwijmy to wprost – unikalnego ducha. Inaczej pisze się więc rzecz o New Delhi, inaczej o Paryżu, inaczej o Kluczborku, a jeszcze inaczej o małej wsi gdzieś we wschodniej Wielkopolsce. Ale przecież można – choćby na potrzeby lekkiego uporządkowania myślenia – rzucić kilkoma pomysłami „jak pisać o mieście”. Tak, żebyśmy portretowali nasze ukochane miasta, szkicowali je, rysowali ich własny, unikalny obraz. Poniżej kilka myśli:

Wiarygodność obrazu

Czy opis miasta przez osobę, która do niego przyjeżdża, a więc zna je powierzchownie, jest opisem wiarygodnym? Z pewnością nie, tu nie ma wątpliwości. O konkretnym mieście najlepiej napisałaby osoba tam mieszkająca. Ale od razu rodzi się pytanie: czy Poznań widziany przez mieszkańca Zawad jest tym samym Poznaniem, co Poznań widziany przez właściciela willi na Sołaczu? Chyba też nie. Co to zatem oznacza? Oznacza to, że każdy – również mieszkaniec – pisze ostatecznie o swojej własnej impresji; każda osoba może budować swój własny obraz miasta, a co najwyżej będzie on wsobny i osobny. Inną sprawą jest to, że niepełny i z natury „fałszywy” portret pióra przyjezdnego może być o wiele ciekawszy niż opowieść mieszkańca, który spędził w takim mieście albo wsi całe życie. Vide: Norman Lewis „Głosy starego morza” oraz – nomen omen – „Neapol 44”.

Powyższa teza stoi oczywiście w skrajnej opozycji względem zasad rządzących non-fiction, ale – to moje prywatne zdanie – wolę ciekawą relację z cudzej imaginacji niż nudną, skrojoną pod wymagania gatunku, prawdę.

Jak na tym tle wygląda Kępiński? Wydaje się, że wiarygodnie. Zafascynowany kulturą Włoch (Neapol jest jego piątą książką włoską – po m.in. „Szczurach z Via Veneto” i „W cieniu Gran Sasso”) Kępiński operuje faktami, a nie impresją. Więc jeśli zastanawiamy się, czy jego portret Neapolu zbliża się finalnie do prawdy, możemy przyjąć, że ewentualne przekłamanie leży w przyjętej perspektywie, a nie w faktach. Kępiński czyta miasto, poznaje je, zbiera informacje i montuje z nich portret – jak zawsze – w formie literackiego kolażu. Tu zbliżamy się do pierwszej myśli o formie tej książki: Kępiński buduje dygresyjny obraz miasta, składa go z małych opowieści, cytatów, cudzych wypowiedzi, efektem czego powstaje lekko rwany tok narracji. Może ona z początku razić, ale wystarczy jeden pobyt w Neapolu, żeby uzasadnić tę decyzję artystyczną. 

Kiedy zapuszczamy się na neapolitańskie osiedla albo zostajemy zmierzchem w wąskich uliczkach śródmieścia, można dostrzec neapolitańczyków gadających przed domami na wystawionych krzesłach, gdzieś w bramie, pod sznurami z praniem. Mieszkańcy wymieniają się informacjami – tak, jak to się dzieje wszędzie tam, gdzie lokalne społeczności są silne (a w Neapolu są silne). Wydaje się, że gdybyśmy zasiedli między nimi i poprosili o opowieść o mieście, dostalibyśmy właśnie taką – rwaną, swobodną rozmowę, meandrującą pozornie tam, gdzie myśl prowadzi, i wracającą, nawracającą. W efekcie kluczymy za tą opowieścią i w tym kluczeniu coś się przed nami wyjawia – coś, czego nie umiemy jeszcze nazwać, ale już to doświadczamy. Jest to…

Fascynacja miastem
 
No właśnie – fascynacja. To od niej wszystko się zaczyna. Nie napisze się o jakimkolwiek mieście, jeśli nie poczuje się pragnienia, jeśli nie poświęci mu się kilku miesięcy pracy, jeśli nie będzie się chciało go posiąść w słowach. Fascynacja to wyraźne uczucie, które wydaje się warunkiem pisania o mieście (i chyba w ogóle – warunkiem pisania). Niekiedy ta fascynacja staje się na tyle silna, że książka okazuje się jej naturalną konsekwencją. To, co nas tak bardzo fascynuje, nie mieści się ani w architekturze, ani w ludziach, ani w geografii, ani w historii – ale w czymś pomiędzy. Pomiędzy wielką historią a zapachem ulicy, między ciszą nocnego miasta a plotkami – gdzieś tam, na styku. Mam wrażenie, że właśnie tę szczelinę próbuje uchwycić Piotr Kępiński pisząc o Neapolu. Dla niego Neapol nie jest celem samym w sobie. Interesuje go raczej to neapolitańskie „coś pomiędzy”. Nie da się tego zdefiniować, ale to coś „pomiędzy” nadaje sens całej książce.

Ale jak zacząć pisać?

Wszystko zaczyna się od zanurzenia – od życia w mieście i notowania. Notowania bez celu, ot tak, codziennych impresji. Z czasem z tych notatek zaczyna się wyłaniać coś większego – jakaś opowieść, która zanim spełni się na kartkach, pojawi się w formie mglistego wyobrażenia. Może to zabrzmi dziwnie, ale w pewnym momencie takie pisanie pokazuje ci kierunek. Przeglądając notatki, zaczyna się dostrzegać to coś, co okazuje się wspólnym mianownikiem. Wtedy zaczyna się praca. Trzeba wydobywać z tych notatek główny, nadrzędny obraz. Trochę intuicyjnie, trochę na czuja, zaczynamy więc składać coś, czego jeszcze nie ma. Montujemy świat, który nie istnieje, biorąc za materię to, czego dowiadujemy się o mieście – i o sobie w mieście. Tu lokuje się unikalne, łatwe do przeoczenia piękno języka Kępińskiego – piękno poszarpane, wyłaniające się ze zderzenia, rujnujące się i budujące w jednej chwili. Taki chyba jest i Neapol. 

Przekroczyć miasto 

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Kiedy piszemy o czymś i staramy się tworzyć literaturę – w tym sensie, że pociąga nas bardziej kreacja niż suche odtwarzanie faktów – w pewnym momencie pojmujemy, że miasto, o którym piszemy, jest tylko przyczynkiem, scenografią, dzięki której udało nam się coś wyższego dostrzec. W efekcie piszemy niby o mieście, ale tak naprawdę o czymś większym, choć wciąż poprzez miasto. To trochę jak pisanie czyjejś biografii, żeby uchwycić coś więcej – Los, jego prawidło, które raz złapane daje nam złudne, ale przyjemne poczucie rozumienia. Co w Neapolu zobaczył Kępiński? Najlepiej mówi o tym cytat otwierający książkę:

 

„Dwuznaczne oblicze człowieczeństwa neapolitańczyka z jego antytezą nędzy i komedii, życia i teatru. Dwa Neapole, jeden na pokaz, a drugi prawdziwy. Neapol skapany w morzu i Neapol, do którego morze nie dociera, Wezuwiusz i anty-Wezuwiusz. I tak dalej i tak dalej.” Raffaele La Capria, Śmiertelne rany, przeł. J. Popiel, Warszawa 1964

 

I jeszcze fragment z samego Kępińskiego:

 

„W Neapolu piękno przenika brzydotę, brud przykrywa wspaniałe mozaiki, pajęczyny w starych kamienicach mogą pamiętać jeszcze czasy Mussoliniego. A spalone motorowery albo samochody są pamięcią codzienności. Nie usuwa się ich z placów i rogów za szybko jak skutków wichur. Mają być częścią tego, co jest.”

 

Na zakończenie – mała myśl o autorze: mocnych pisarzy poznaje się po tym, że szukają nie tyle prawdy o świecie, co mechaniki działania prawdy. Coś takiego jest w tej książce. 

 

– – – –

Najważniejsze porady dla osób piszących o mieście: 

* Notuj swobodnie, bez struktury: coś w końcu wywołasz. 

* Zbuduj własny obraz miasta: twoje oko to oko niezwykłe. 

* Dopasuj styl do miasta: znajdź język twojego miasta. 

* Pisz o czymś większym niż miasto, ale przez miasto: miasto to tylko scenografia. 

* Oddaj fragment, szczelinę, dysonans: Pęknięcia! Dziury! Niepamięć w biografii!