Newsletter_16_Neapol_przekroczyc_miasto
Newsletter
Neapol: przekroczyć miasto i
napisać o mieście
Wiarygodność obrazu
Czy opis miasta przez osobę, która do niego przyjeżdża, a więc zna je powierzchownie, jest opisem wiarygodnym? Z pewnością nie, tu nie ma wątpliwości. O konkretnym mieście najlepiej napisałaby osoba tam mieszkająca. Ale od razu rodzi się pytanie: czy Poznań widziany przez mieszkańca Zawad jest tym samym Poznaniem, co Poznań widziany przez właściciela willi na Sołaczu? Chyba też nie. Co to zatem oznacza? Oznacza to, że każdy – również mieszkaniec – pisze ostatecznie o swojej własnej impresji; każda osoba może budować swój własny obraz miasta, a co najwyżej będzie on wsobny i osobny. Inną sprawą jest to, że niepełny i z natury „fałszywy” portret pióra przyjezdnego może być o wiele ciekawszy niż opowieść mieszkańca, który spędził w takim mieście albo wsi całe życie. Vide: Norman Lewis „Głosy starego morza” oraz – nomen omen – „Neapol 44”.
Powyższa teza stoi oczywiście w skrajnej opozycji względem zasad rządzących non-fiction, ale – to moje prywatne zdanie – wolę ciekawą relację z cudzej imaginacji niż nudną, skrojoną pod wymagania gatunku, prawdę.
Jak na tym tle wygląda Kępiński? Wydaje się, że wiarygodnie. Zafascynowany kulturą Włoch (Neapol jest jego piątą książką włoską – po m.in. „Szczurach z Via Veneto” i „W cieniu Gran Sasso”) Kępiński operuje faktami, a nie impresją. Więc jeśli zastanawiamy się, czy jego portret Neapolu zbliża się finalnie do prawdy, możemy przyjąć, że ewentualne przekłamanie leży w przyjętej perspektywie, a nie w faktach. Kępiński czyta miasto, poznaje je, zbiera informacje i montuje z nich portret – jak zawsze – w formie literackiego kolażu. Tu zbliżamy się do pierwszej myśli o formie tej książki: Kępiński buduje dygresyjny obraz miasta, składa go z małych opowieści, cytatów, cudzych wypowiedzi, efektem czego powstaje lekko rwany tok narracji. Może ona z początku razić, ale wystarczy jeden pobyt w Neapolu, żeby uzasadnić tę decyzję artystyczną.
Kiedy zapuszczamy się na neapolitańskie osiedla albo zostajemy zmierzchem w wąskich uliczkach śródmieścia, można dostrzec neapolitańczyków gadających przed domami na wystawionych krzesłach, gdzieś w bramie, pod sznurami z praniem. Mieszkańcy wymieniają się informacjami – tak, jak to się dzieje wszędzie tam, gdzie lokalne społeczności są silne (a w Neapolu są silne). Wydaje się, że gdybyśmy zasiedli między nimi i poprosili o opowieść o mieście, dostalibyśmy właśnie taką – rwaną, swobodną rozmowę, meandrującą pozornie tam, gdzie myśl prowadzi, i wracającą, nawracającą. W efekcie kluczymy za tą opowieścią i w tym kluczeniu coś się przed nami wyjawia – coś, czego nie umiemy jeszcze nazwać, ale już to doświadczamy. Jest to…
Ale jak zacząć pisać?
Wszystko zaczyna się od zanurzenia – od życia w mieście i notowania. Notowania bez celu, ot tak, codziennych impresji. Z czasem z tych notatek zaczyna się wyłaniać coś większego – jakaś opowieść, która zanim spełni się na kartkach, pojawi się w formie mglistego wyobrażenia. Może to zabrzmi dziwnie, ale w pewnym momencie takie pisanie pokazuje ci kierunek. Przeglądając notatki, zaczyna się dostrzegać to coś, co okazuje się wspólnym mianownikiem. Wtedy zaczyna się praca. Trzeba wydobywać z tych notatek główny, nadrzędny obraz. Trochę intuicyjnie, trochę na czuja, zaczynamy więc składać coś, czego jeszcze nie ma. Montujemy świat, który nie istnieje, biorąc za materię to, czego dowiadujemy się o mieście – i o sobie w mieście. Tu lokuje się unikalne, łatwe do przeoczenia piękno języka Kępińskiego – piękno poszarpane, wyłaniające się ze zderzenia, rujnujące się i budujące w jednej chwili. Taki chyba jest i Neapol.
Przekroczyć miasto
Tu dochodzimy do sedna sprawy. Kiedy piszemy o czymś i staramy się tworzyć literaturę – w tym sensie, że pociąga nas bardziej kreacja niż suche odtwarzanie faktów – w pewnym momencie pojmujemy, że miasto, o którym piszemy, jest tylko przyczynkiem, scenografią, dzięki której udało nam się coś wyższego dostrzec. W efekcie piszemy niby o mieście, ale tak naprawdę o czymś większym, choć wciąż poprzez miasto. To trochę jak pisanie czyjejś biografii, żeby uchwycić coś więcej – Los, jego prawidło, które raz złapane daje nam złudne, ale przyjemne poczucie rozumienia. Co w Neapolu zobaczył Kępiński? Najlepiej mówi o tym cytat otwierający książkę:
„Dwuznaczne oblicze człowieczeństwa neapolitańczyka z jego antytezą nędzy i komedii, życia i teatru. Dwa Neapole, jeden na pokaz, a drugi prawdziwy. Neapol skapany w morzu i Neapol, do którego morze nie dociera, Wezuwiusz i anty-Wezuwiusz. I tak dalej i tak dalej.” Raffaele La Capria, Śmiertelne rany, przeł. J. Popiel, Warszawa 1964
I jeszcze fragment z samego Kępińskiego:
„W Neapolu piękno przenika brzydotę, brud przykrywa wspaniałe mozaiki, pajęczyny w starych kamienicach mogą pamiętać jeszcze czasy Mussoliniego. A spalone motorowery albo samochody są pamięcią codzienności. Nie usuwa się ich z placów i rogów za szybko jak skutków wichur. Mają być częścią tego, co jest.”
Na zakończenie – mała myśl o autorze: mocnych pisarzy poznaje się po tym, że szukają nie tyle prawdy o świecie, co mechaniki działania prawdy. Coś takiego jest w tej książce.
– – – –
Najważniejsze porady dla osób piszących o mieście:
* Notuj swobodnie, bez struktury: coś w końcu wywołasz.
* Zbuduj własny obraz miasta: twoje oko to oko niezwykłe.
* Dopasuj styl do miasta: znajdź język twojego miasta.
* Pisz o czymś większym niż miasto, ale przez miasto: miasto to tylko scenografia.
* Oddaj fragment, szczelinę, dysonans: Pęknięcia! Dziury! Niepamięć w biografii!