Newsletter

Myśl o nowej książce

Od stycznia myślę o nowej książce. Od wydanych w 2024 roku „Pasażerów” minął już ponad rok. W tym czasie moja niechęć do pracy nad zwartymi, wymagającymi tekstami, minęła. Odpocząłem, ale i coś się jednak zmieniło w moim myśleniu. Być może po raz pierwszy w życiu łapię się na tym, że pytanie, które do mnie wraca, jest inne niż wcześniej. Kiedy układam fabułę, szkicuję schemat, podchodzę do tematu, odchodzę, wracam po kilku dniach i dopisuję notatki, wciąż krąży wokół mnie jedno zdanie. Zawsze pytałem, czy ta nowa książka mnie unaoczni ludziom, czy mnie zbuduje, doda energii, znaczenia, może nawet tożsamości. Teraz pytanie się odwróciło: czy to ja będę w stanie wzmocnić sobą książkę? Czy ja – Mateusz – nadam jej ciężar?

Wiem, że to niejasne, ale jednocześnie dość wyczuwalne zmysłowo.

Zazwyczaj myślimy o relacji między osobą piszącą, a tekstem dość użytkowo. Piszesz – zyskujesz. W zbiorowej wyobraźni coraz częściej pojawiają się pojęcia: marka osobista, obecność, widzialność. Tekst, książka zaczyna funkcjonować jako wartość dodana do nazwiska. Cały współczesny kult budowania siebie poprzez dzieło opiera się na tym prostym założeniu: tworzysz coś i to coś pracuje na ciebie. A ja, po roku czy nawet półtora roku milczenia czuję, że ta perspektywa jest zbyt ograniczająca. Bardziej zajmuje mnie pytanie odwrotne: czy obdarzę tę nową książkę sobą? Swoją unikalnością?

I co to w ogóle znaczy – obdarzyć swoja unikalnością? To znaczy więcej niż napisać poprawny tekst. Chodzi o to, żeby wejść w pracę tak głęboko, że na poziomie codziennego – także fizycznego, mięśniowego – wysiłku zacznie się w tym tekście ogniskować coś naprawdę mojego. Pisać tak, żeby ten wąski rejestr, który decyduje o mojej unikalności, który jest sumą biografii, życiowej wiedzy, doświadczenia, sposobu myślenia, wrażliwości, a nawet – nie boję się tego słowa – dziecięcości – zadziałał tam, w tej książce.

Czy będzie w niej to wszystko realnie obecne? Napisać można wiele; pytanie tylko, czy wszystko, co napiszemy, będzie tak naprawdę „nasze”.

Więc pisać tak, aby włożyć w swoją opowieść własną moc. I własną unikalność. To jest wysoka gra, ale jednocześnie elementarna.

W jakiś sposób to co piszę teraz koresponduje z cytatem z bardzo ciekawej książki, którą właśnie kupiłem. Linda Aronson swoją monumentalną opowieść „Scenariusz na miarę XXI wieku” rozpoczyna konkretnym twierdzeniem: wielu scenarzystów nie wykorzystuje swojego potencjału, by napisać coś wyjątkowego.

Z książkami jest podobnie.

Mówię o tym wszystkim, ponieważ od jakiegoś czasu wciąż wracam do niewielkiej książki — „Księgi piasku”  autorstwa Jorge Luis Borgesa. W tym niewielkim zbiorze opowiadań widzę, jak kolosalne znaczenie mają wyobraźnia, światopogląd i wsobność autora, który stworzył unikalny zbiór. wszystkie te opowiadanka razem wskazują na jeden i ten sam silnik — silnik ludzkiej wyobraźni i ludzkiego uczucia. To rzecz pozaliteracka, książka wyrastająca po prostu z bardzo konkretnego bycia w świecie. I o to mi chodzi. Moje pytanie brzmi: czy ja potrafię w taki sposób konstruować świat, który opisuję?