Masterclass – o czym naprawdę piszesz?
Newsletter
Masterclass: pogłębianie języka literackiego
I
Dziś krótko o pogłębianiu języka literackiego – czyli o tym co dzieje się dalej, kiedy umiemy już pisać plastycznie. Oczywiście jest to temat rzeka, ale spróbuję ustawić sprawę tak, żebyśmy mieli jasność w czym rzecz, bez wdawania się na tym poziomie w szczegóły.
Co znaczy pogłębienie języka?
Piszę o tym, bo 17 listopada zaczynamy wraz z grupą Uczestników jesienne wyjazdowe masterclass, którego tematem przewodnim będzie właśnie to zagadnienie. Planujesz jechać? Dowiedz się więcej lub napisz maila.
Zatem po kolei.
W metodzie „Pisanie jako proces” zaczynamy od plastyczności języka. Plastyczność, a więc obrazowe, zmysłowe pisanie buduje doświadczenie czytelnicze i to właśnie plastyczność buduje najszybciej mocne, literackie pisanie.
Nie jest to łatwe.
Wiadomo to nie od dziś. Flannery O’Connor zwracała uwagę na pewien podstawowy paradoks: wszyscy chcą pisać, ale nikt nie chce pisać szczegółem. Plastycznością i zmysłowością języka zajmujemy się na warsztacie otwierającym „Pisanie jako proces”.
No, ale co dalej?
To wszystko?
Raczej nie.
Z mojego doświadczenia wynika, że zrozumienie plastyczności i zmysłowości języka potrafi wyeliminować ogromną część pisarskich problemów. Nie rozwiązuje jednak innej kwestii: jak pisać ciekawie i wciągająco?
Możesz bowiem nauczyć się pisać bardzo plastycznie, a mimo to wciąż opowiadać wyłącznie to, co się wydarza.
No i przede wszystkim umiejętności pisania plastycznego nie odpowiada jeszcze na pytanie, jak pisać naprawdę po swojemu – jak sprawić, żeby pod opowiadaną historią znalazło się coś, co rzeczywiście jest nasze.
Plastyczność pozwala więc sprawić, żeby czytelnik zobaczył, usłyszał i poczuł scenę czy opis miasta. Nie odpowiada jednak jeszcze na pytanie, co właściwie poprzez tę scenę opowiadamy.
Dzieje się tak z wielu powodów.
Dziś opowiem o jednym: nazywam go „rejestrem opowieści”.
Wokół niego zorganizowałem listopadowy Masterclass. Ale najpierw zobaczmy, o co właściwie chodzi.
II
Zatem do dzieła.
O co chodzi z „rejestrem opowieści”?
Zobaczmy to na przykładzie.
Przeczytaj uważnie poniższe trzy fragmenty. Jeśli tylko przelecisz je wzrokiem, możesz nie zauważyć niewielkiej zmiany, która całkowicie przestawia ich znaczenie.
Pierwszy fragment:
„Stanisław, stary zegarmistrz z ulicy Francuskiej, każdego dnia o dziewiątej rano zaczynał naprawiać w swoim zakładzie zegarki. W tym tygodniu pracował nad Poljotem, który dwadzieścia albo trzydzieści lat wcześniej jego klient włożył do wanny w dniu swojej pierwszej komunii. Do środka dostała się woda i mechanizm pokrył się rdzą”.
Drugi fragment
„Stanisław, stary zegarmistrz z ulicy Francuskiej, pochylił się nad zegarkiem. Przez chwilę przyglądał się mechanizmowi pokrytemu rdzą. Delikatnym ruchem dłoni poszukał w pudełku najmniejszego śrubokręta i odkręcił pierwszą śrubkę. Zwykle w takim momencie, kiedy pod rdzą dostrzegał choć kawałek czystego metalu, mówił do siebie: – Nareszcie zaczynamy twój powrót”.
Trzeci fragment
„Stanisław, stary zegarmistrz z ulicy Francuskiej, pochylił się nad zegarkiem. Zerknął jeszcze na telefon , żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie dzwoniła córka. Był to Poljot. Naprawił w życiu kilka tysięcy takich zegarków. Kiedy udało mu się zdjąć zardzewiałą kopertę i zobaczył mechanizm, zamiast sięgnąć po śrubokręt, którym zwykle zaczynał pracę, jeszcze raz spojrzał na telefon. Córka nie dzwoniła”.
Co tu mamy?
We wszystkich trzech fragmentach dzieje się właściwie to samo: Stanisław naprawia zegarek. To jest akcja sceny.
Ale akcja sceny i to, o czym scena opowiada, nie muszą być tym samym.
Naprawa zegarka jest więc tym, co widzimy. Rejestr opowieści określa natomiast, co poprzez tę czynność zaczynamy czytać.
W pierwszym fragmencie uwaga skupia się na zegarku – jego awarii i historii tego, jak został uszkodzony.
W drugim zegarek zaczyna odsłaniać Stanisława: jego doświadczenie, czułość wobec przedmiotów i sposób, w jaki rozumie swoje rzemiosło.
W trzecim dzieje się coś jeszcze innego. Stanisław nadal naprawia zegarek, ale scena zaczyna opowiadać o jego niepokoju. Nie musimy nawet wiedzieć, dlaczego córka nie dzwoni. Wystarczy, że telefon zaczyna konkurować o jego uwagę z pracą, którą wykonywał przez całe życie.
Jedna scena może więc jednocześnie nieść dwie opowieści: tę, która wydarza się na powierzchni, i tę, która biegnie pod nią.
Jeśli więc piszesz scenę przyjazdu do matki, możesz po prostu opisać przyjazd: samochód, furtkę, matkę wychodzącą z domu. Ale ta sama scena może jednocześnie opowiadać o jej starzeniu się, o twojej niechęci do powrotu, o poczuciu winy albo o pragnieniu odzyskania czegoś, czego już nie ma. Nie musisz żadnej z tych rzeczy nazywać wprost. Rejestr ujawnia się poprzez to, co wybierasz z rzeczywistości sceny.
W tym miejscu pada ostatnie pytanie:
Masz pewnie wyobrażony jakiś świat, o którym piszesz.
Wiesz mniej więcej, co się w nim wydarza.
Ale co tak naprawdę masz do opowiedzenia?
Czy potrafisz sprawić, żeby było to obecne w scenie, nawet jeśli ani razu nie nazwiesz tego wprost?
I właśnie tutaj zaczyna się praca Masterclass.
W ramach listopadowego warsztatu będziemy pracować na konkretnych fragmentach: zmieniać ich rejestry, sprawdzać, jak ten sam materiał może zacząć opowiadać odmienne historie; będziemy szukać sposobów, dzięki którym to, co naprawdę chcemy opowiedzieć, pojawi się w tekście bez konieczności nazywania tego wprost. Będziemy przechodzić od pytania: „co wydarza się w tej scenie?” do znacznie trudniejszego: „co jeszcze, poprzez tę scenę, opowiadam?”.
Ale w warstwie nadrzędnej, Masterclass poświęcone będzie pytaniu: „o czym naprawdę piszesz”.
Chcesz jechać? Ostatnie kilka wolnych miejsc –w terminie 17–22 listopada jest wolne. Nie czekaj, pisz.