Newsletter_02_Kang
Newsletter
„Wegetarianka” czyli okrucieństwo opisu
Zacząłem czytać „Wegetariankę” Han Kang trzy tygodnie temu, a więc już po ogłoszeniu werdyktu Komitetu Noblowskiego z poczuciem, że muszę ustalić dlaczego autorka dostała Nobla. Oczywiście decyzja Komitetu podjęta została w oparciu o cały dorobek Kang, niemniej zakładałem, że w „Wegetariance”, a więc jej najsłynniejszej powieści uda mi się znaleźć znamiona tej „noblowskiej” wyjątkowości. Książka, co bardzo mnie zdziwiło, wydała się być napisana językiem transparentnym i przejrzystym; pozornie pozbawionym stylu (jeśli o stylu mówimy jako o czymś, co wybija z kilku pierwszych przeczytanych zdań). W przypadku „Wegetarianki” tak właśnie jest: to, co czytamy, wydaje się przypominać – mówiąc wprost – literaturę popularną.
„Wegetarianka” to opowieść o kobiecie, która pewnego dnia rezygnuje z jedzenia mięsa. Im dalej idziemy jednak w historię, tym bardziej rozumiemy, że powieść to nie tylko rzecz o zmianie diety, ale przede wszystkim rzecz o kobiecie osadzonej w patriarchalnej strukturze, która – i to staje się dominującym elementem opowieści – odmawia udziału w opresyjne skonstruowanym świecie. Tu pojawia się wyjątkowość Kang: jej bohaterka z opresją nie walczy, a odpuszcza walkę decydując się na bierność, a nawet śmierć.
Dopiero po kilku dniach od ukończenia powieści przeczytana historia „otworzyła się” odsłaniając głęboki sens układający się w coś niewysłowionego. To opóźnienie uważam za największą siłę tej książki – przemawia ona gdzieś na granicy świadomego i podświadomego. I tu chyba widzę powód przyznania Kang literackiego Nobla: autorka operuje narracją, która rozgrywa się tak naprawdę gdzie indziej: trochę w nas, jakby ktoś zasiał ziarno w naszej podświadomości i pozwolił mu wzrastać.
Ale to wszystko nie o tym.
Rzućmy okiem jak to jest zrobione i pobawmy się w pisanie.
Zacznijmy od samego początku: dwóch pierwszych akapitów, w których bohaterkę, tytułową „wegetariankę” opisuje jej mąż. Co on mówi? W pierwszych dwóch akapitach mąż informuje nas, że jego żona została wegetarianką i że zawsze była dla niego osobą pozbawioną właściwości. Dodaje jeszcze, że związał się z nią, bo było to dla niego bezpieczne. To zajęło dwa pierwsze akapity książki.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy Kang i nosimy w sobie intuicję takiego początku. Robimy zatem pierwsze notowanie. Może brzmieć tak:
„Kiedy poznałem moją żonę wydała mi się osobą zwykłą, niemal pozbawioną charakteru przez co jej się nie bałem”.
Popatrzmy w skupieniu na powyższy tekst. Oczywiście, możemy tak go zostawić, ale pod warunkiem, że jest to nasza świadoma decyzja. Moje doświadczenie jako osoby pracującej z osobami piszącymi podpowiada mi jednak, że taka forma pisania najczęściej wynika nie tyle ze świadomego wyboru, ale braku precyzji. Mówiąc wprost: stawiając takie zdania nie czujemy w pełni tego, co kryje się pod nimi, co może się pod nimi kryć. A przecież mówimy o relacji dwojga osób, mówimy również o głównej bohaterce książki, więc taki skrótowy model wydaje się domagać czegoś więcej.
Napiszmy zatem/ przepiszmy powyższy akapit sięgając bardziej „w głąb”; bardziej pokazując i dopowiadając to, co chcemy przekazać. Może to brzmieć tak:
„Moja żona nie była wyjątkową kobietą. Zachowywała się i wyglądała zupełnie normalnie. Nawet nie ubierała się dobrze, powiedziałbym – wyjątkowo. Poznaliśmy się w restauracji, pamiętam, że miała na sobie czarne buty. Ale ożeniłem się z nią, bo nie widziałem w niej wad i wydawała się sympatyczna. Nie musiałem się nadmierne starać, ani udawać kogoś kim nie jestem”.
To już coś, prawda? Ale jednak takie pisanie jest nadal powierzchowne. Powiedziałbym – akceptowalne, ale powierzchowne. A jednak wcale nie jest to łatwe do napisania. Dlaczego? Odpowiedz wydaje się jedna: pisanie czegoś nowego, nowego obrazu, nowej sceny zawsze idzie nam trudno, bo mamy problem z wniknięciem na odpowiedni poziom opowieści: to, co wydaje się nam precyzyjnie opowiedziane, zwykle jest zaledwie zarysem tego, co mogłoby zostać powiedziane i pokazane. Nie jesteśmy bowiem w stanie pisać bardziej wnikliwie za pierwszym razem, bo nasza wyobraźnia wciąż nie została w pełni uruchomiona, więc nie pozwala nam zobaczyć tego, co moglibyśmy napisać. Ale czytając po dwóch dniach to, co napisaliśmy, możemy spróbować pogłębić to, co już wiemy.
Pogłębmy więc doświadczenie nijakości/ zwykłości żony, oraz lepiej opiszmy powód związania się nią.
I teraz finał, już w wydaniu Kang:
„Zanim została wegetarianką, nigdy nie pomyślałbym, że jest wyjątkowa. Szczerze mówiąc, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, nie zrobiła na mnie wrażenia. Przeciętny wzrost, włosy średniej długości, żółtawa, łuszcząca się skóra na twarzy, wąskie oczy i delikatnie wystające kości policzkowe. Ubranie w achromatycznych barwach, jakby się bała wyróżnić z tłumu. Kiedy podeszła do stolika, przy którym na nią czekałem, miała na sobie najpospolitsze czarne buty. Jej krok nie był ani szybki, ani wolny; ani energiczny, ani pozbawiony energii.
Zdecydowałem się na małżeństwo, bo mimo braku szczególnego powabu nie miała wyraźnych wad. Nie była oszałamiająca, błyskotliwa czy też wyrafinowana, ale w sumie odpowiadał mi jej zgodny charakter. Nie musiałem udawać erudyty, by zrobić na niej wrażenie, ani się denerwować, że nie zdążę na czas, gdy się z nią umawiałem. Nie musiałem też wpadać w przygnębienie, porównując się do mężczyzn z katalogów mody. Zupełnie nie zwracała uwagi na brzuch, który zaczął mi odstawać, gdy miałem dwadzieścia kilka lat. Nie przeszkadzały jej także chude nogi i ramiona, które mimo moich wysiłków pozostawały nieumięśnione, ani niewielki penis, przyprawiający mnie o ukryte kompleksy”.
Powyższa zabawa pokazuje nam, że przede wszystkim pisanie nie musi odbywać się „na gotowo”, a może odbywać się poprzez nakładanie kolejnych warstw tekstu, które za każdym razem uplastycznią to, co opisywane.
Czy Kang tak robiła? To nie ma znaczenia. Na pewno przepisywała swoje akapity; to co pokazaliśmy sobie to plastyczne przedstawienie pogłębiania opisów, pewna metoda, która pozwala nam rozciągnąć w czasie opisy (formułujemy je przez trzy, cztery, czasem pięć kolejnych pisań), a więc pogłębiać poczucie zaangażowania czytelniczego.
Ale u Kang siła leży nie tyle w pogłębieniu, ale specyficznym zabiegu konstrukcyjnym. Przede wszystkim: główna bohaterka kontaktuje się z osobami czytającymi poprzez własne sny, które pojawiają się w książce jako przerywniki. Tak na prawdę to, czego dowiadujemy się o bohaterce i jej życiu wewnętrznym przychodzi właśnie stamtąd – ze snów, w których ona mówi. A w realności bohaterka jest „relacjonowana” albo opowiadana przez osoby zewnętrzne, tak jak w przypadku analizowanego wstępu – przez własnego męża. I tu Kang wygrywa.
Bo czy istnieje coś bardziej zawłaszczającego niż opis/ definiowanie/ ocena innego człowieka?
Han Kang, „Wegetarianka”, przeł. Justyna Najbar-Miller i Choi Jeong In, W.A.B. 2021