Newsletter_07_Jak_pisać_żeby_angażować?_Rzecz_o „napięciu”.
Newsletter
Jak pisać, żeby angażować? Rzecz o „napięciu”.
Co tak naprawdę znaczy, że tekst nas wciąga albo angażuje? Najprościej mówiąc uznać możemy, że tekst nas wciąga/ angażuje, gdy nie chcemy kończyć go czytać. W dużej mierze wpływa na to fabuła (w przypadku powieści czy opowiadania); w przypadku prozy czy eseju rolę taką odgrywa droga jaką wędruje myśl autorki/ autora. Ale tekst również wciąga nas przez język, jego specyficzną cechę – napięcie, które język przynosi. Dziś przyjrzymy się temu zjawisku – napięciu.
Zacznijmy od krótkiego fragmentu – pierwszych zdań opowiadania „Ptaki” Samanty Schweblin:
„Wyłączyłem telewizor i wyjrzałem przez okno. Samochód Silvii stał zaparkowany przed domem, z włączonymi światłami awaryjnymi. Zastanawiałem się, czy istnieje choć minimalna szansa na to, żeby nie otworzyć, ale dzwonek rozbrzmiał kolejny raz: wiedziała, że jestem w domu. Podszedłem do drzwi i otworzyłem”.
Napięcie w tym fragmencie to relacja między tymi trzema zdaniami. Odczuwam napięcie bo czytając sam skaczę pomiędzy zmysłowymi doświadczeniami. Czytam, ale w rzeczywistości skaczę od zmysłowego obrazu do zmysłowego obrazu. Przez chwilę – my czytelnicy – czujemy się jakbyśmy siedzieli przed telewizorem, po chwili spoglądamy przez okno, po chwili medytujemy/ rozpoznajemy nasz stan wewnętrzny/ stan wewnętrzny narratora. W efekcie zestawienia tych zdań objawia się nam – UWAGA – przestrzeń zmysłowa, w którą wchodzimy. Tak płynnie wchodzimy, że nawet nie zauważamy, że dzwonek do drzwi dzwoni dwa razy, ale ten pierwszy raz, kiedy dzwoni, jest w tekście pominięty.
Ale możliwe jest też napięcie między całymi akapitami: Pierwszy akapit opowiadał o tym jak to do głównego bohatera przyjechała była żona (to ona dzwoniła do drzwi). Akapit ten kończył się rozmową o córce, która ma problem. W końcu tego pierwszego akapitu nasz narrator bierze kurtkę i wychodzi ze swojego mieszkania z byłą żoną – udają się do domu byłej żony zobaczyć córkę. Kolejny, drugi akapit zaczyna się natomiast tak:
„Z zewnątrz dom wyglądał jak zwykle, świeżo skoszona trawa i azalie Silvii zwieszające się z balkonu na piętrze. Każde wysiadło ze swojego samochodu i weszliśmy bez słowa. Sara siedziała w fotelu”
Czy widzicie napięcie między tymi akapitami?
Pierwszy kończy się zdaniem o zabraniu kurki i wyjściu z domu, a drugi akapit zaczyna się od wyglądu domu żony: „Z zewnątrz dom wyglądał jak zwykle, świeżo skoszona trawa […]”
Zauważmy, że Schweblin pomija mnóstwo rzeczy, które mogła pokazać – wsiadanie do auta, jazdę przez przedmieścia, rozmowy itp. Ale nie pokazała. Dla czego? Bo dla jej historii było to nieważne.
Jeszcze raz zatem:
Na czym polega „napięcie”?
Napięcie to możliwie sprawne i treściwe prowadzenie opowieści.
Napięcie to uczucie, które mamy w ciele, gdy czytamy konkretny fragment.
Napięcie to skoki między kolejnymi częściami tekstu: zdaniami i akapitami.
Napięcie pozwala nam przemykać od obrazu do obrazu niemal bez myślenia.
Jak osiągnąć „napięcie”?
Pomysłów jest kilka: wyrzucać to, co w naszej opowieści niepotrzebne (szczególnie w przypadku opowiadań). Pisząc trenować skoki między zdaniami, aby po czasie zbadać rzeczywistą emocję jaką taki skok w nas wywołuje. Czytać swój tekst i badać własne napięcie w ciele – można je tam, w ciele – odnaleźć. Ciało to najlepszy miernik siły literatury.
Na koniec: czy możemy regulować napięcie, jego moc?
Oczywiście. Schweblin to robi. Kiedy główny bohater z byłą żoną wchodzą do pokoju córki, autorka nagle zwalnia narrację i pozwala nam się przyjrzeć córce:
„Choć rok szkolny już się skończył, miała na sobie kurtkę swojego liceum, która nadawała jej wygląd uczennicy z gazetek porno. Siedziała wyprostowana, kolana razem, dłonie na kolanach, skupiona na jakimś punkcie na oknie albo w ogrodzie, jakby właśnie ćwiczyła jogę, jak jej matka. Zawsze była raczej blada i chuda, teraz jednak wyglądała na okaz zdrowia. Jej ramiona i nogi sprawiały wrażenie krzepkich, jakby od paru miesięcy chodziła na siłownię. Włosy jej błyszczały, a na policzkach miała lekkie rumieńce, jakby nałożyła sobie różu, ale to było naturalne. Widząc jak wchodzę uśmiechnęła się […]”
A całe opowiadanie: klasa sama w sobie!
_ _ _
Samanta Schweblin „Ptaki”, przeł. T. Pindel, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2023
Jeśli tu dotarłaś/ dotarłeś i chcesz potrenować pisanie napisz taką krótką scenę jak u Schweblin. Wyślij do mnie – jedną nadesłaną omówię za jakiś czas w naszym newsletterze. Zobaczymy jak jest zrobiona ale nie może być dłuższa niż scena Schweblin – max pół strony znormalizowanego komputeropisu.
Dobrego!