Newsletter

Ile z tego, co sobie wyobrażasz, jest w twoim tekście?

 

Na warsztatach mam jedno ćwiczenie, które lubię najbardziej. Zawsze wywołuje ono śmiech, a przy okazji potrafi dość szybko otworzyć oczy. 

Wygląda to tak: proszę konkretną osobę o fragment tekstu, w którym opisuje jakąś scenę. I zamiast mówić „tu brakuje plastyczności”, zadaję jedno pytanie: „Ile z tego, co sobie wyobrażasz, jest w twoim tekście?”

Zwykle okazuje się, że bardzo niewiele. Piszemy scenę widząc oczyma wyobraźni ulicę, budynek, właściwie nawet możemy sobie wyobrazić porę dnia, łącznie – wyczuwamy „moment”, a w rzeczywistości na kartce ląduje niewiele.

Przykład? Weźmy klasyczne zdanie, które napisałby prawie każdy z nas: „Wjechała na parking i zgasiła silnik. Wysiadła i ruszyła w kierunku domu”.

Sprawa jest prosta: kobieta przyjechała, zaparkowała, zobaczyła dom, wysiadła. Oczywiście, nie ma się do czego przyczepić. Gramatycznie jest to poprawne, logiczne, choć dość oszczędne. 

Problem w tym, że ten fragment średnio działa.

Kiedy piszesz taką scenę, ty jako osoba pisząca widzisz konkretny dom. Widzisz konkretny parking. Masz w głowie cały obraz – kolor elewacji, porę dnia, może nawet zapach spalin z silnika, który przed chwilą zgasł. I kiedy potem czytasz swój tekst, ten obraz w tobie się odtwarza, więc masz wrażenie, że tekst „działa”.

Ale osoba czytająca – to jasne – nie ma dostępu do twojej wyobraźni. Ma dostęp wyłącznie do słów, które zostały na kartce. Te słowa – „parking”, „dom” – to zaledwie puste pojęcia. Każdy czytelnik wypełni je czymś zupełnie innym, jeśli w ogóle czymkolwiek je wypełni. Najczęściej po prostu przesunie wzrok dalej, nie widząc nic.

Co więc zrobić?

Spróbujmy inaczej. Zamiast „Wjechała na parking i zgasiła silnik. Wysiadła i ruszyła w kierunku domu” możemy napisać coś takiego:

„Wjechała na parking i zgasiła silnik. Zobaczyła przed sobą kamienicę z lat dziewięćdziesiątych z niewielkim wejściem, przy którym stały cztery rowery. Wszystkie okna były ciemne, ale na ostatnim piętrze, paliło się światło”.

Co się dzieje? Nagle mamy coś więcej niż informację „przyjechała pod dom”. Mamy konkretny obraz i – co ważniejsze – mamy funkcję tego obrazu. Cztery rowery mówią coś o miejscu. Zapalone światło na czwartym piętrze mówi coś o tym, że ktoś już tam jest. 

Pamiętajmy, że „zobaczyła przed sobą dom” nie daje czytelnikowi nic. „Zobaczyła cztery rowery i zapalone światło” daje „jakiś” charakter miejsca, „jakieś” uczucie. 

Pamiętajmy – literatura działa przez zmysły. Pozwala doświadczyć czegoś, czego nie przeżyliśmy, a jej sposobem działania jest nie informowanie, co wywoływanie uczuć. To one budują w nas to wspaniałe doświadczenie przebywania  w świecie opowiadanym.

Mamy to? Ok.Idziemy zatem o krok dalej. Skupmy się teraz na czymś bardziej konkretnym – na materiałach, z których zbudowana jest ta scena.

Weźmy tę samą kamienicę z lat dziewięćdziesiątych. Możemy dodać, że elewację ocieplono kiedyś styropianem, teraz już brudnym i poszarzałym po kilku dekadach. Przy wytartym domofonie stały cztery rowery, niektóre bez siodełek. Dodajmy, że szarpnęła drzwi i uderzył ją zapach wilgoci.

To jest właśnie ta plastyczność, wskazująca na materialność świata: kamienica już nie jest „starą kamienicą”, tylko posiada swoją konkretną fakturę – styropian, domofon, zapach klatki schodowej.

Możemy jednak pójść w emocjonalne napięcie sceny. Wykorzystajmy ten fragment, kiedy bohaterka podjeżdża pod kamienicę na wzmocnienie samej bohaterki:

„Podjechała pod budynek. Wysiadła, przez chwilę mu się przyglądała, a potem ruszyła szybkim krokiem wytyczoną aleją. Buty skrzypiały na żwirze. Zerknęła na okna. Większość żaluzji była opuszczona, tylko na ostatnim piętrze paliło się światło. Próbowała zgadnąć, które to mieszkanie, ale nie udało jej się”.

Mamy tu więc słabiej opisane miejsce i ale za to wzmocniona jest sama bohaterka.  Szła szybkim krokiem, była badawcza itp. Czujemy jej „aurę”.

A teraz wersja kolejna – znów ta sama sytuacja, tylko pokazana od środka, przez to, co bohaterka naprawdę czuje:

„Zaparkowała, ale nie wysiadła od razu. Przez chwilę siedziała za kierownicą, a serce biło jej tak mocno, że czuła je w gardle. Kiedy w końcu wyszła z samochodu, odszukała wzrokiem okno na ostatnim piętrze. Paliło się w nim światło. Musiał być w domu. Zanim otworzyła drzwi klatki pomyślała: a co, jeśli mnie stamtąd nie wypuści?

Zatem:

Następnym razem, kiedy skończysz pisać fragment zadaj sobie pytanie: „Co właściwie widzi ktoś, kto czyta ten tekst?