Newsletter

Dlaczego piszę?

Zawsze powtarzam, że pisanie, sam proces pisania, jest zjawiskiem o wiele szerszym aniżeli wydawanie książek, czy publikowanie opowiadań w prasie literackiej. W tym szerokim sensie, pisanie to stawianie słów i zdań pochylając się nad kartką albo klawiaturą i wytwarzanie tej niezwykłej figury – koła, w którym cyrkuluje energia: 


umysł – dłoń – kartka – i znów umysł

 

Po wielu latach pracy z tekstami zrozumiałem, że tylko tego szukam w pisaniu. Nawet jeśli realizuję cele – napisanie książki, scenariusza, eseju czy zapisanie dnia w dzienniku, to przede wszystkim cenię ten kołowy ruch. Lubię „wytwarzać” tekst – pisać i odkrywać kolejne warstwy tego, co chcę powiedzieć. Lubię doprecyzowywać to, co chcę pokazać.

„Lubię” to złe słowo. Na swój sposób jestem uzależniony od tego kołowego ruchu, od tego napięcia w ciele wynikającego ze skupienia, od tej medytacji, w którą pisanie, to prawdziwe, zawsze przechodzi.  Ten uważam za ważniejszy od celu do którego sam proces prowadzi. 

Oczywiście, kiedyś bardzo chciałem sławy. Chciałem – mówiąc wprost – żeby ludzie mnie znali, chciałem być rozpoznawany, chciałem być – mówiąc najprościej – ważną osobą; żebym w swoich własnych oczach nie był „nijaki”, niedopełniony i pozbawiony właściwości. Ten etap mam prawie za sobą. Prawie, bo pewne elementy tamtego marzenia wciąż są ze mną, wciąż coś mi się roi, czegoś chcę i nadal wybiegam myślami w przyszłość. Ale dziś umiem już powiedzieć co w pisaniu jest dla mnie najważniejsze: 

 

umysł – dłoń – kartka – i znów umysł

 

I coś jeszcze jest ważne: kiedy tak piszę, przepisuję i poprawiam wciąż wracając do punktu wyjścia, z przyjemnością obserwuję samego siebie w tym działaniu. Czasem, w momencie przytomności widzę sam siebie w nocy, jak budzę się o drugiej albo trzeciej i przejęty tekstem, nad którym właśnie pracuję, a którego termin oddania zbliża się wielkimi krokami, nie mogę spać. Niby jestem w pisaniu tego tekstu daleko, ale jednak wciąż nie mam rdzenia, wciąż nie uchwyciłem istoty tego o czym tak naprawdę piszę. Wciąż nie dotarłem tam, gdzie powinienem dość. Ale cierpliwie czekam, bo intuicja podpowiada mi, że to coś się zbliża. W takie noce nie mogę spać i przewalam się w napadach paniki, a potem zasypiam, żeby nad ranem, przed budzikiem znów objawiać samemu sobie to coś, co ma się objawić. 

To prawdziwa praca z widmami. Świadoma kooperacja z czymś niematerialnym, ale obdarzonym własnym życiem. 

Zmaganie.

Ale i rodzenie. Tak jakby cały proces dział się w moim umyśle, ale jednocześnie poza mną, a moją rolą było tylko oddać temu czemuś energię. Być może w procesie twórczym, ten moment rodzenia, wyrastania jest najpiękniejszy. Jakby się w małym promilu wciąż i bez końca uczestniczyło w procesie przetwarzania świata. 

Czy to nie piękne?


Piszesz się?

Piszmy razem, już wkrótce rusza pięciodniowy warsztat otwierający "Pisanie jako proces". Ten legendarny już warsztat to dobre miejsce, żeby się zatrzymać, spojrzeć w siebie i otworzyć na pisanie.