Newsletter_13_Dlaczego_pisze
Newsletter
Dlaczego piszę?
Zawsze powtarzam, że pisanie, sam proces pisania, jest zjawiskiem o wiele szerszym aniżeli wydawanie książek, czy publikowanie opowiadań w prasie literackiej. W tym szerokim sensie, pisanie to stawianie słów i zdań pochylając się nad kartką albo klawiaturą i wytwarzanie tej niezwykłej figury – koła, w którym cyrkuluje energia:
umysł – dłoń – kartka – i znów umysł
Po wielu latach pracy z tekstami zrozumiałem, że tylko tego szukam w pisaniu. Nawet jeśli realizuję cele – napisanie książki, scenariusza, eseju czy zapisanie dnia w dzienniku, to przede wszystkim cenię ten kołowy ruch. Lubię „wytwarzać” tekst – pisać i odkrywać kolejne warstwy tego, co chcę powiedzieć. Lubię doprecyzowywać to, co chcę pokazać.
„Lubię” to złe słowo. Na swój sposób jestem uzależniony od tego kołowego ruchu, od tego napięcia w ciele wynikającego ze skupienia, od tej medytacji, w którą pisanie, to prawdziwe, zawsze przechodzi. Ten uważam za ważniejszy od celu do którego sam proces prowadzi.
Oczywiście, kiedyś bardzo chciałem sławy. Chciałem – mówiąc wprost – żeby ludzie mnie znali, chciałem być rozpoznawany, chciałem być – mówiąc najprościej – ważną osobą; żebym w swoich własnych oczach nie był „nijaki”, niedopełniony i pozbawiony właściwości. Ten etap mam prawie za sobą. Prawie, bo pewne elementy tamtego marzenia wciąż są ze mną, wciąż coś mi się roi, czegoś chcę i nadal wybiegam myślami w przyszłość. Ale dziś umiem już powiedzieć co w pisaniu jest dla mnie najważniejsze:
umysł – dłoń – kartka – i znów umysł
I coś jeszcze jest ważne: kiedy tak piszę, przepisuję i poprawiam wciąż wracając do punktu wyjścia, z przyjemnością obserwuję samego siebie w tym działaniu. Czasem, w momencie przytomności widzę sam siebie w nocy, jak budzę się o drugiej albo trzeciej i przejęty tekstem, nad którym właśnie pracuję, a którego termin oddania zbliża się wielkimi krokami, nie mogę spać. Niby jestem w pisaniu tego tekstu daleko, ale jednak wciąż nie mam rdzenia, wciąż nie uchwyciłem istoty tego o czym tak naprawdę piszę. Wciąż nie dotarłem tam, gdzie powinienem dość. Ale cierpliwie czekam, bo intuicja podpowiada mi, że to coś się zbliża. W takie noce nie mogę spać i przewalam się w napadach paniki, a potem zasypiam, żeby nad ranem, przed budzikiem znów objawiać samemu sobie to coś, co ma się objawić.
To prawdziwa praca z widmami. Świadoma kooperacja z czymś niematerialnym, ale obdarzonym własnym życiem.
Zmaganie.
Ale i rodzenie. Tak jakby cały proces dział się w moim umyśle, ale jednocześnie poza mną, a moją rolą było tylko oddać temu czemuś energię. Być może w procesie twórczym, ten moment rodzenia, wyrastania jest najpiękniejszy. Jakby się w małym promilu wciąż i bez końca uczestniczyło w procesie przetwarzania świata.
Czy to nie piękne?