Newsletter

Ulica Brzeska, mowa potoczna

i tajemnica literatury

W kursach które prowadzę – tym na PAN-ie i na warsztatach wyjazdowych –koncentruję na plastyczności języka. Tłumaczę, że tam zaczyna się literatura. Plastyczność, obrazowość potrafi przenieść nas do świata wytworzonego, nieistniejącego świata, w którym można się rozgościć. Skupiam się również na innych sprawach warsztatowych. 

Ale jest coś jeszcze. Coś, co powoduje, że tekst, choćby nawet jeszcze nie został napisany, w jakiś sposób istnieje. 

Tym czymś jest historia. 

Historia, którą mamy do opowiedzenia. 

Czy masz swoją historię? 

Pytam nie czekając na odpowiedź. 

Wiele osób, z którymi rozmawiam o ich planach literackich mówi, że planują napisać opowieść, ale kiedy dochodzi do przedstawienia ram tej opowieści okazuje się, że mają zaledwie pomysł, mgliste wyobrażenie tego kim jest bohater albo bohaterka, ale nie mają tak naprawdę historii. 

Mówią: bohater przyjeżdża do miasta, w którym się wychował. Albo: na ziemi ląduje statek kosmiczny, żeby podbić ludzkość. 

A przecież to jeszcze nie są historie. To tylko zaczyny historii, fantastyczne zaczyny. 

Każde z nas nosi jakąś historię w sobie. Mamy wiele historii do opowiedzenia. 

W książce Macieja Pisuka „Staniemy się tacy jak on. Głosy z przeklętej ulicy” historia to podstawa. Pisuk mieszkając na Pradze Północ, kiedyś legendarnej, mrocznej dzielnicy zamieszkiwanej przez wykluczoną, zatopioną w alkoholu, narkotykach i przestępstwach społeczność, zebrał opowieści sąsiadów i zawarł je w zbiorze krótkich opowieści. 

„Staniemy się” to wspaniały przykład tego, że kiedy ktoś posiada historię, kiedy potrafi opowiedzieć swoją historię, wyjątkowy język nie jest mu potrzebny, bo i tak rodzi się z takiego opowiadania literatura. 

Pozostawiam bez komentarza lewicowy, empatyczny wymiar tych opowieści. Warto przeczytać je, żeby zobaczyć dramat albo nawet obłęd wykluczenia. Pisuk pochyla się nad światem ludzi, którzy do życia wystartowali z przegranej pozycji. Ten wątek jednak zostawiam na boku. Interesuje mnie sama historia, która odkryta staje się, nawet pomimo prostego języka, literaturą. Przykład:

„Byłem akurat w pierwszej klasie. Wróciłem ze szkoły i mama mi powiedziała, że on wyjdzie, że i on wróci dzisiaj. Zapytałem, czy mogę iść na dwór, i wtedy ona wyraziła zgodę. Wyszedłem i zacząłem biec. Bałem się tak, że uciekałem co sił w nogach, żeby tylko być dalej od domu. Wieczorem znaleźli mnie policjanci w autobusie. Było już ciemno, a ja nie wiedziałem, dokąd jadę. Funkcjonariusze zapytali gdzie mieszkam. Powiedziałem, że nie chcę tam wracać. Wtedy oni doszli do wniosku, że zawiozą mnie do pogotowia opiekuńczego. Na początku byłem w izolatce sam. Potem na grupie z najmłodszymi dziećmi. Wcale nie płakałem, spałem spokojnie. Cieszyłem się, że już nie będę widział jego twarzy, że nie pozwolą mu tu przyjść”. [s. 31]

I jeszcze jeden, krótki fragment:

Kolejna historia jest taka, że bardzo długo byłam związana z takim Przemkiem. To był wrażliwy chłopak, bardzo zdolny. Poznaliśmy się tak, że on chodził do tego samego dilera co ja. No i wiesz, jak dziewczyna ćpa heroinę, to wstrzymuje się jej okres. Ja wtedy nie miała okresu prawie dziesięć lat”.

Takim językiem również można pisać. 

Trzeba tylko mieć historię. 
 
Znaleźć ją w sobie. 
 
Masz swoją historię? 
 
Może trzeba w pierwszym podejściu spełnić ją, te historię, zapisując ją na kilkunastu, kilkudziesięciu kartkach a potem zająć się pracą w języku? 
 
Może to dla Ciebie sposób?

Jeśli ktoś z Was ma wątpliwość czy „Staniemy się tacy jak on” to literatura, dla porównania dam próbkę tekstu, który z pewnością funkcjonuje jako literatura. Różnica jest niewielka – oba rodzaje narracji są siebie bardzo blisko. Mowa o debiucie Andrzeja Stasiuka „Mury Hebronu”:

 

„A ja nie chciałem gadać. Było już po południu. Gliniarze kończyli robotę. Zaprowadzili mnie na dołek, cały fajans z kieszeni zabrali do depozytu, zabrali mi pasek, sznurowadła, zostawili tylko paczkę szlugów. Wrzucili mnie pod celę, gdzie siedział już jakiś koleś. Klapnąłem sobie na takiej skrzyni z dykty, na której się spało, jadło, siedziało. Jedyny mebel pod celą. Koleś siedział i nic nie nawijał. Ja też nic nie mówiłem, tylko myślałem o tym co się stało”.

Słowem: mieć historię to połowa sprawy.

Mowa nam się wówczas toczy, piszemy tak jakbyśmy mówili.

Dalej już można pracować na tak zbudowanej ramie.

Ale najpierw trzeba mieć to coś – opowieść, historię. Trzeba chcieć coś ważnego wyznać.

Choćby to była opowieść o naszej porażce.

 

Maciej Pisuk, „Staniemy się tacy jak on. Głosy z przeklętej ulicy”, Cyranka, Warszawa 2024

Andrzej Stasiuk, „Mury Hebronu”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2001


Piszesz się?

Piszmy razem, już wkrótce rusza pięciodniowy warsztat otwierający "Pisanie jako proces". Ten legendarny już warsztat to dobre miejsce, żeby się zatrzymać, spojrzeć w siebie i otworzyć na pisanie.